14 grudnia 2012

Zawieszam bloga.

29 listopada 2012


Podejrzewam, że moja poduszka ma już dość tych ciągłych łez. Nigdy mi o tym nie powiedziała, ale widzę, że już ją to męczy. Pewnie tak jak mnie... Czasem moje łzy spadają na sweter albo podłogę, czasami łapię je w rękach, czasami zdążam je wytrzeć z twarzy. Kilka razy zdarzyło się, że te łzy lądowały na twojej bluzie. Ale najczęściej to ona wytrwale je znosi. Nie lubię płakać, nie chcę, ale czasem tylko to pomaga. Teraz już nie mam siły, a może to moje oczy nie mają siły na łzy... Zupełnie nie wiem co mam robić, nie radzę sobie już z tym, co się dzieje. Chciałabym, żeby wszystko było dobrze, ale się nie da. Po prostu się nie da. Brakuje mi już siły, w pewnych momentach czuję się tak, jakbym już jej nie miała.
Nastaje chwila, w której nie płaczę - pustka. Leżę i wpatruję się w sufit. Łzy już ze mnie nie wypływają. Zostają. Wiem, że nic nie mogę zrobić, choć bardzo bym chciała. To przerażające poczucie bezsilności zżera mnie od środka. Ale nic nie robię, tak po prostu się przyglądam. To chyba dobrze, że czasem te łzy zostają. Szkoda by było, żeby zabrakło ich na chwile szczęścia. 

23 listopada 2012







Trochę cię nie rozumiem. Czasem trochę bardzo. Ale widocznie taka natura gatunku zwanego mężczyzną.
Wbrew pozorom, wszyscy jesteście tacy sami, czasami tylko jeden jest bardziej głupszy, a drugi mniej.
Czasami też każdy na swój sposób okazuje tę głupotę - to was różni.
Czasami zachowujecie się jak dzieci, ale wszystkie kobiety kochają dzieci...
Często nie mamy do nich sił... Tak jak też do was tej siły brakuje.

20 listopada 2012

Męczą mnie ludzie, z którymi codziennie muszę się spotykać i na siłę przebywać po kilka godzin. To tak okropnie męczy... Krzyk dzieciaków na korytarzy i chłopców,  którzy swoim chamstwem i arogancją próbują zrobić wrażenie (sama nie wiem na kim). Ale pomijając zachowanie chłopców, bo tego nie da się opisać słowami, chciałam napisać tutaj coś o starszej grupie tej społeczności szkolnej. Chodzi mi tutaj o nauczycieli, którzy krytykują i poniżają uczniów na każdym kroku... Zaczynając od wyglądu, po twoje zachowanie, oceny, aż po rodziców i twoją rodzinę. Chyba najlepiej będę wspominać podstawówkę... Tam nie było tego bydła - bo tak nazywam część grona pedagogicznego, które zamiast uczyć zajmuje się życiem osobistym uczniów. W głowie mi się nigdy nie mieściło, że można powiedzieć do swojego wychowanka, że jest „niedorobiony” - cokolwiek to znaczy, uważam, że nawet nauczyciel nie powinien tak pomyśleć... Nie rozumiem jak bezkarnie robią idiotów z dzieci, które uczęszczają do szkoły, w której pracują. Wydawało mi się, że człowiek tak wykształcony zachowuje się inaczej, nieco bardziej kulturalnie i jest tylko i wyłącznie po to, aby nauczyć danego przedmiotu, a nie oceniać innych ludzi.Nie mówiąc już o tym, jak jeden z nauczycieli dzieli ludzi na kategorie, dając do zrozumienia: „Jesteś głupszy, masz prostsze zadanie, natomiast ty jesteś mądrzejszy, masz trudniejsze, dostaniesz ocenę niedostateczną - wiedz, że wcale nie jesteś taki dobry, jak ci się wydaje”. Nie wiem, co daje nauczycielowi takie zachowanie? Większe poczucie wartości? Nie wiem.. Przecież są dorosłymi ludźmi. Później dziwią się, że uczniowie ich nie szanują. Ciężko szanować kogoś, kto tak postępuje i nie szanuje ciebie. Przyznaje, że miałam ich za naprawdę inteligentnych ludzi. No cóż, myliłam się. Oczywiście są też nauczyciele, którzy na ten szacunek zasługują i przeważnie jest im on okazywany. Przykre jest jednak to, że to garstka spośród wszystkich pedagogów. 
Cała atmosfera szkoły jest odpychająca, więc jak tu do niej chodzić? Trzeba się po prostu zawziąć w sobie, zmusić się do wstania z łóżka i wyjścia z domu; wziąć głęboki oddech i przekroczyć próg niesympatycznego budynku. Przetrwać kilka godzin, po czym wyjść na wolność. Wprawdzie  po powrocie do domu jestem tak strasznie zmęczona, że kładę się spać, te 2-3 godzinki snu bardzo mnie relaksują. Wtedy odpoczywam, nabieram siły i dopiero wtedy mogę normalnie funkcjonować. 


W każdym bądź razie, życzcie mi powodzenia na te 7 miesięcy... Byle bym wytrwała ! ;)

6 listopada 2012

Mam mieszane uczucia. Cholera, nie wiem gdzie chce iść do szkoły, nie wiem co chce robić. To takie irytujące. Miałam plan, niby wszystko wiedziałam, ale teraz mam wątpliwości. Wiedziałam jakie chce studia, jaką szkołę. Teraz się boję. boję się, że sobie nie poradzę. I to nie jest tak, że nie wierze w siebie. Ja po prostu wiem, że nie dam sobie rady. Widzę to już teraz. Nie wiem jak dalej będzie. A przecież nie mogę czekać w nieskończoność. Z planami zawodowymi mieszają się plany związane z rodziną. Jedno wyklucza drugie. Ale pomimo tego wszystkiego, jest jedno racjonalne rozwiązanie. Jednak ono nie do końca mnie zadowala. Ciężka i trudna decyzja mnie czeka. Dobrze wiem, że jakąkolwiek decyzję podejmę, to będzie to TYLKO I WYŁĄCZNIE moja decyzja  i ewentualnie kiedyś  TYLKO I WYŁĄCZNIE będę miała pretensje do samej siebie.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że wybór szkoły decyduje o moim dalszym życiu. Ciągle szukam, błądzę, obserwuje. Staram się sprawdzać w poszczególnych przedmiotach. Okazuję się, że z większości przedmiotów jestem dobra, ale nie na tyle, żeby dać sobie potem radę na rozszerzeniu.

        Rozpoczynam walkę

                 LO                     vs           TECHNIKUM
        BIOL-CHEM           vs            EKONOMIA 

        A może ogólniak?



30 października 2012

Oj... Ciężki ten dzień miałam. Tak mnie jakoś prześladował, żyć nie dawał. Smutek, odium do wszystkiego. Totalny rozgardiasz w głowie. Nie wiedziałam jak mam sobie z nim poradzić. Nie mogłam nic zrobić, chodziłam rozkojarzona. Jakoś tak nie mogłam się na niczym skupić. Przecież dzisiaj nie jest 13... Więc co się dzieje? Boli mnie serce. tak fizycznie i realnie. Nie wiem skąd ten ból. Boli mnie głowa... Właściwie to wszystko mnie boli.
Wszystko leciało mi dzisiaj z rąk, nawet kawę rozlałam (jakoś tak łokciem kubek potrąciłam)... Poparzyłam się, gdy zdejmowałam gwizdek z czajnika robiąc sobie herbatę, po czym lejąc wodę do kubka - oczywiście ją rozlałam. Kiedy wyjmowałam kubek z suszarki, wypadł talerz i narobił hałasu. Upadł mi też katalog na aniołka i odpadło mu śliczne szklane fioletowe skrzydełko. Nawet mój młodszy brat zauważył że jakaś taka nieswoja jestem i zapytał, co się ze mną dzieje. Nie wytrzymałam, wybiegłam z kuchni, rozpłakałam się. Poczułam się taka bezradna. Znów bezsilna. Po raz kolejny nic nie mogłam zrobić. Bez zbędnej rywalizacji z samą sobą, poddałam się. Wypłakałam i zabrałam się do roboty. W końcu nie wolno bezczynnie siedzieć i użalać się nad sobą. Pozałatwiałam najważniejsze sprawy i z czystym sumieniem mogę iść wylegiwać się w wannie. Po raz pierwszy od dłuższego czasu znajduje chwilę, by zapomnieć, że istnieje szybki prysznic i pozwolić sobie na odrobinę przyjemności.


Nie ukrywam, że dzięki głupiej rozmowie, dokładnie kilkanaście minut temu śmiałam się do łez.

W takim razie z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że miły wieczór zrekompensuje mi ten paskudny dzień. Nawet ten śnieg za oknem chyba polubiłam :)

20 października 2012

Chłodno się robi... Bo bez Ciebie ten pokój jakiś pusty i zimny. Na ciele pojawiają się dreszcze i cholerny ucisk w brzuchu. Znów ten ból. Mój ból, może ból serca. Gdzieś w środku jakby brakowało mi czegoś, może kogoś... A przecież On ciągle jest. Ale jakoś tak, gdzieś tam, po coś tam... A ja chcę, żeby był tak po prostu przy mnie, ze mną. Wtedy kiedy najbardziej tego potrzebuję, choćby duchem, nie ciałem. Ale Go nie ma...  Jakoś tak jakby każde z nas żyło samo dla siebie. Niby dobrze, a jednak jakby coś nie było tak, jak być powinno Dłonie mam wciąż zimne... Jestem pewna, że gdyby złapał mnie za rękę, tak po prostu to automatycznie zrobiła by się cieplejsza. I nagle to ciepło i dobro przelałoby się na całe moje ciało i serce. Bez Niego marznę. Bez Niego moja dusza jest pusta i umiera od chłodu. Potrzebuję Go. Z dnia na dzień coraz bardziej i więcej. Nie wiem jak żyć bez Niego, nie potrafię. Nauczył mnie czym jest miłość, nauczył jak kochać. Nauczył mnie, że zawsze jest przy mnie. Więc gdzie jest? Dlaczego nie przyjdzie i nie przytuli mnie tak bardzo mocno?
Chciałabym żeby tak po prostu, nic nie mówiąc przyjechał i pocałował mnie. Tak po prostu, żebym otwierając drzwi nieumalowana w rozciągniętym swetrze, w kapciach i rozczochranych włosach ciągle była dla niego najpiękniejsza. Nawet wtedy, kiedy miałabym 5 kg więcej, czy mniej. Wtedy, kiedy jestem w piżamie i wtedy, kiedy miałabym inny kolor włosów, i wtedy, kiedy miałabym 40 lat więcej i wtedy, kiedy już nawet w samej sobie nic mi się nie będzie podobało. Właśnie wtedy chcę usłyszeć od Niego, że i tak zawsze będę najpiękniejszą kobietą pod słońcem. I tylko dla Niego.


Birdy - Skinny love



Zimno, smutno. Pachnie samotnością... A za razem miłością...

I pomimo wszystko, jestem szczęśliwa.





16 października 2012

Chyba ponownie znajduję schronienie w tańcu. Pod tak grubą warstwą, jakby osłoną. Takim kloszem, który oddziela mnie od świata rzeczywistego, realnego i tak okrutnego. Znalazłam je tak zupełnie w muzyce, choć ogromnie mi jej brakuje, tak po prostu, na co dzień. Ażebym mogła delektować się nią każdą wolną chwilą, by pomagała mi zrelaksować się, tak zupełnie normalnie. Brakuje mi melodii i jakże obfitego tekstu w słowa i emocje, tak prawdziwe. To on sprawia wrażenie czegoś przejrzystego w powietrzu. Potrzebuje totalnej odskoczni od życia, zamknięcia się zupełnie w muzyce i tańcu. Potrzebuję odskoczni od ludzi, którzy cholernie mnie męczą i irytują. Nie pasuje do nich. Jakoś tak brakuje mi energii, tej, której oni zawsze mają pod dostatkiem. A może im też brakuje, tylko nigdy tego nie okazują.
Nie mogę się na niczym skoncentrować. Tonę, ilekroć cokolwiek złego się zdarza. Za dużo myślę. Nie zawsze dobrze. Chcę łagodnie oddychać. Chcę czuć czystość powietrza, niezanieczyszczonego problemami ani spalinami. Miałam przemierzać oceany, miałam dążyć do sukcesu, spełnienia marzeń. Dlaczego się poddałam? Przecież wcale nie jestem słaba. 

Przecież nie wolno rezygnować z marzeń. Nie pamiętasz, jak uczyła Cię tego mama od najmłodszych lat? Nie pamiętasz?!”


A może powinnam usiąść, głowę schować w dłoniach i rozpłakać się, tak bezbronnie i niewinnie. Tak, żeby cały ten żal i smutek „wylał się” ze mnie i nigdy nie wracał... Tak, żebym nie musiała wciąż wyżywać się na moich najbliższych. A może powinnam go przytulić i wypłakać się na jego piersi, a na pytanie: „Dlaczego płaczesz?” odpowiedzieć, że ze szczęścia? Chyba za długo mnie zna, żeby nie zorientować się, że to łzy pełne bólu, który nie wiadomo skąd tak naprawdę się wziął.
A przecież Jan Paweł II mówił, że „Każde ludzkie zadanie, aby osiągnęło swój cel, musi znaleźć oparcie w modlitwie”. To może w takim razie powinnam uklęknąć i szczerze pomodlić się, a wszystko pójdzie po mojej myśli.

Może robię coś nie tak? Może mówię coś nie tak? A przecież jestem tylko człowiekiem... 
Przepraszam za moją przynależność gatunkową, która chyba nie do końca dotyczy mojej osoby. 

7 października 2012

Chciałabym Wam coś napisać... Nie wiem co się ze mną dzieje, ale za każdym razem, kiedy siadam przed komputerem jakoś odchodzi wszystko i nie wiem co mam napisać. A może wiem, a nie mam pojęcia jak ubrać to wszystko w słowa, żeby notka wyglądała i była napisana tak, jak ja bym tego chciała, ale żeby też sprostać Waszym oczekiwaniom. Żeby blog był utrzymany na właściwym poziomie. Albo po prostu żeby zdania, które z wielkim trudem zbudowałam łączyły się w jakąś spójną i logiczną całość. Nie wiem skąd to wszystko się wzięło. Dlaczego dzieję się tak, a nie inaczej. Nie chcę, żebyście Wy (moi Czytelnicy) poczuli się odrzuceni albo zwyczajnie ignorowani przeze mnie.
Jest po prostu tak, że ja sama nie wiem, co mam Wam napisać. I pomimo tego, że podejmuje kilkanaście prób napisania czegokolwiek, to albo tego nie dodaję, albo dodaję i po kilku godzinach usuwam, bo jednak stwierdzam, że to nie to, co chciałam Wam przekazać. Nie wiem, co mam z tym zrobić. Ale będę się starać i nadal próbować. Może mi wróci dawna „wena” i powrócę do dawnej piszącej na bieżąco Pauliny ;)


Tak jakoś ostatnio jest ciężko. Jakoś tak smutno, jakoś źle. Sama nie wiem dlaczego. Nie wiem co się dzieje. Ale nie tracę nadziei. Nie wolno mi! Nie wolno mi się poddać, więc wierzę, ciągle wierzę w to, że dam sobie radę. Nawet gdyby wszyscy wokół myśleli i mówili, że się nie uda.
Tęsknota zżera mnie od środka i wyciąga każdą cząstkę, która prowadzi do uśmiechu. Szczególnie wieczorami... Kiedy jestem sama. Nie potrafię się skupić ani skoncentrować. Coś mnie męczy. Nienawidzę myśli, które pojawiają się w mojej głowie. Nienawidzę tego, co śniło mi się tej nocy. Nienawidzę.



Tak bardzo mi Ciebie brakuje... I choć nie ma Cie już z nami 21 miesięcy to wciąż chwilami nie mogę się z tym pogodzić.Chciałabym Cię chociaż raz jeszcze zobaczyć. Proszę przyjdź do mnie chociaż w jednym krótkim śnie. Niech je pokocham, dzięki Tobie. 

17 sierpnia 2012

Jestem tak cudownie szczęśliwa, że gdybym tylko mogła to opowiedziałabym o tym całemu światu!

Bo...

Jakie to piękne, kiedy będąc tymi samymi ludźmi, z tymi samymi przyzwyczajeniami, potrafimy cieszyć się każdym spędzonym razem dniem, równie mocno... Kiedy to sytuacje, które nas otaczają sprawiają, że jeszcze bardziej się nawzajem uwielbiamy. Kiedy to największy problem jesteśmy w stanie rozwiązać, pomimo kolosalnej różnicy zdań. Kiedy każda kłótnia kończy się śmiechem. Kiedy zachowujemy się jak dzieci, wystawiamy sobie języki i rzucamy się poduszkami. Kiedy zaraz potem potrafimy porozmawiać jak stare dobre małżeństwo. Kiedy planujemy wspólne życie... Kiedy całuje w czoło i szczerze się uśmiecha. Kiedy tak mocno przytula, że później mam do niego pretensje o to, że o mało mnie nie udusił. I... Czuję się wtedy jak taka księżniczką we właściwej bajce, z właściwym księciem i na właściwym rumaku. To takie wspaniałe, że mając tego jednego człowieka mam tak wiele. Mam szczęście. Przecież nie ma nic piękniejszego jak facet, który jest całym twoim światem  Człowiek, który dał ci tak niesamowicie wiele. To niezwykłe, że dwie, jakże różniące się osoby potrafią się aż TAK dobrać. 




I dziękuję Bogu za to, że Cię mam, za to, że postawił na mojej drodze w odpowiednim momencie odpowiedniego człowieka. Dziękuję!




Miłość, bezgraniczne zaufanie i maksymalne bezpieczeństwo - TY <3

11 lipca 2012

Życie jest strasznie niesprawiedliwe!

8 lipca 2012

Od bardzo długiego czasu próbowałam Wam coś napisać. Trzykrotnie podejmowałam próbę napisania czegoś bardziej lub mniej konkretnego, czegoś, co odzwierciedliłoby moje uczucia, ale nie potrafię. Zdałam sobie sprawę, że łatwiej mi pisać o czymś, co sprawia ból. Dlaczego? Przecież to przykre, że tylko te negatywne emocje potrafię nazwać... Że z nimi jest łatwiej. Chciałabym opisać, coś co sprawiło mi ogromną radość! Ale jakoś z trudem przychodzi mi chęć do napisania czegoś takiego. Kontemplowałam i kontemplowałam... W końcu znalazłam „wytłumaczenie”. Otóż doszłam do pewnych wniosków, z których wynikałoby, że to wina tego, że częściej spotykały mnie w życiu te smutne chwile. To właśnie je spotykałam na swojej drodze. Lubiły mi towarzyszyć. Ale... Teraz kiedy wszystko układa się tak, jak ja to sobie wymarzyłam - dostrzegam coś nowego, niecodziennego.
Zakończyłam pewien etap. Etap, który mogłam zaliczyć do tych gorszych. Ale zamknęłam go i czuję, że on był mi w jakimś stopniu potrzebny. Co teraz? Teraz chciałabym przyspieszyć czas. Mieć wszystkie kryzysy za sobą i żyć tak, jakby nie miało być jutra, tylko z Tobą. <3

Bo... Czegoś mi brakuje, coś mnie nurtuje... Chciałabym wiedzieć co to jest. Ale wierzę, że wspólnie dojdziemy do tego i naprawimy wszystko.
Teraz chyba jest dobrze... Ale czasami mam wrażenie, jakbyśmy wmawiali to sobie, żeby było nam łatwiej.  I chyba brakuje mi tego beztroskiego i bezproblemowego życia. Niestety.. Ono już nie istnieje. Być może nawet nigdy go nie było.



26 maja 2012

Wciąż chowam się w tej rozgrzebanej mieszance uczuć. Wciąż przytłaczają mnie setki wspomnień, popełnione błędy. Podobno człowiek uczy się na błędach, podobno każdy je popełnia. I tak też jest. Sama popełniłam ich, w swoim życiu, wiele. Wielu z nich nie da się naprawić słowem „Przepraszam”. Wielu z nich nie można w ogóle naprawić. Jedynym pocieszeniem jest to, że pomimo wielu trudności i determinacji, naprawiłam je.
Jednak zastanawiam się, czy można naprawić błąd, który się popełniło, wcale tego nie żałując? Nigdy tak nie postąpiłam i dochodzę w tym momencie do wniosku, że człowiek, który nie żałuje tego, co zrobił, to nie widzi potrzeby naprawiania tego. Bo.. Czy to nie jest tak, że jeżeli czegoś bardzo żałujemy, to staramy się naprawić? Gdyby nam nie zależało, to chyba wycofalibyśmy się, prawda?
Życie pisze zawrotne scenariusze i wciąż nas zaskakuje. Każdy nasz wybór, a także błąd zmienia świat, ale zmienia też nas samych. Człowiek uczy się przecież przez całe życie. Nigdy nie jest łatwo, bo życie nie jest proste i nigdy nie było... Wiem, że w miarę cywilizacji oraz rozwoju gospodarczego i intelektualnego ludzie starają się „ulepszyć” świat... Jednak jeśli chodzi o emocjonalność człowieka, to mu się to nie uda. Nieważne, czy chodzi o złamane serce, czy o niewybudowany stadion. Emocje człowieka są bardzo szeroko rozbudowane, a na dodatek charakteryzują się indywidualnością. Nie da się od tak, na pstryknięcie palca zmienić człowieka. On sam musi tego chcieć. Niektórzy mówią, że ludzie się nie zmieniają. To nieprawda. Na pewno nie zmienią się o 180 stopni, bo to niemożliwe, by z dnia na dzień człowiek stał się kimś innym. Uważam, że taka zmiana nie jest prosta, ale jest do zrealizowania ! Czasami potrzebujemy osób, które nam w tym pomogą, ale generalnie wystarczy w to, po prostu uwierzyć. - Naprawdę ;)



8 maja 2012



Mam dość ludzi, którzy żyją w moim środowisku. Mam dość tego, czego wciąż dowiaduję się od innych. Mam dość plotek, które są totalnie wyssane z palca. Dlaczego ludzie tacy są ?! Dlaczego zazdroszczą szczęścia, które mnie spotkało?! Dlaczego ludzka natura jest tak podła, że popycha ich do takich zachowań? Śmieszy mnie to, ale niestety tylko przez chwilę... Później dociera do mnie to, co powinno. Ludźmi manipuluje zazdrość. Ale nie rozumiem po co kłamać? Po co opowiadać niestworzone sytuacje lub nawet historie?! Po co?! Co tym osiągną?  Czy zdobędą jakiekolwiek względy u znajomych, którym to mówią? Przecież mądry i inteligentny człowiek nie uwierzyłby w to od razu. Patrząc na dorosłość danej osoby i dojrzałość, zacząłby od rozmowy, tak? Ale w związku z tym wyciągam wniosek: W moim mieście nie ma ludzi inteligentnych. Albo to ja jestem jakaś inna [czyt. dziwna]. Dlaczego znacznie inaczej patrzę na świat i na inne sytuacje, nawet te codzienne i pospolite?

I dlaczego w moich notkach pojawia się tak wiele pytań?
To chyba kolejna oznaka niepewności i słabego stąpania po ziemi.
A jeszcze wczoraj usłyszałam, że znów jestem pewna siebie, stanowcza...
I znów myśl: „Paulina... Co się z Tobą dzieje?”  pojawiła się w  mojej głowie...

Myślałam, że już będzie dobrze... Chyba się przeliczyłam.



Brakuje mi ukojenia i ciepła, które mi dajesz. Chcę żebyś był przy mnie... Razem jest łatwiej, o wiele łatwiej. Dziękuję, że jesteś <3

3 maja 2012

Ludzie są okropni. Ja też. Piękne chwile dobiegły końca. No tak.. W końcu nie mogło być cały czas tak pięknie.  Życie? Nie... To ludzie... To ja wszystko zepsułam. Wszystko!
Trudny okres w życiu. Być może najtrudniejszy. Płacz, płacz, płacz... Tak wyglądają moje ostatnie dni. Płacz.
Mam dość łez, które permanentnie oblewają moją twarz... Moje oczy są opuchnięte. Mam dość zużytych chusteczek pod poduszką i ciągłego budzenia się w nocy. Mam dość ciągłego sprawdzania telefonu. I myślenia sobie „Może nie słyszałam jak przyszedł sms” To jest męczące, kiedy sięgając po telefon i tak widzę pusty ekran bez „1 nowa wiadomość”. A jeszcze bardziej męczące jest to, kiedy słyszę sygnał wiadomości i otwierając ją, okazuje się, że to kolejna reklama heyah.
Mam też dość 07:07, 08:08, 09:09, 10:10, 11:11, 14:14, 15:15, 19:19, 20:20 - dajcie mi spokój...
Nie mam dość chyba tylko wspólnych 21:21, 22:22, 23:23 i 00:00.

Teraz już nawet moje ważne „Przepraszam” nic nie zmieni... Ale przepraszam.




30 kwietnia 2012

Bohaterowie: Szczęście, Miłość.

Czekałam na niego.. Bardzo długi okres czasu oczekiwałam i zastanawiałam się, kiedy u mnie się pojawi, kiedy przyjdzie i zostanie u mnie na dłużej. Kiedy będzie mi z nim dobrze.. Czasami sprawiał ból i zamieniał się z panem Smutkiem. Lubił odchodzić i nie dawać znaku życia, po czym nagle wracał i był przy mnie długo, ale nie tak długo, jak tego potrzebowałam. Brakowało mi go, brakowało mi tego ciepła i uśmiechu, który mi dawał.. I właśnie wtedy, kiedy traciłam nadzieję na jego powrót, przychodził. Tulił mnie mocno, „wdzierał się” we mnie i w moje serce razem ze swoją przyjaciółką. Lubiłam ich, dawali mi siłę i radość z życia. Myślałam, że tym razem przyjdzie sam, jej nie chciałam, za bardzo mnie raniła. Tymczasem przyszli razem, dziś nie żałuję. Choć możliwe, że potem będę. Nie chcę, żeby teraz odchodził. Ona też niech zostanie. Dobrze mi z nimi. Są cudowni, razem tworzą tak zgrany duet, tak bardzo potrafią uatrakcyjnić moje życie. On wiele mnie nauczył, ale ona chyba więcej. Ona nauczyła mnie też nienawiści. Jej też nienawidziłam, miałam żal, że odeszła i zabrała mi jego. Ona nigdy nie odchodziła sama. Zawsze z nim. A bez niego nie było nic. Wielu ludzi mówi, że często chodzą osobno, swoimi drogami, ale nie tym razem. Tym razem Szczęście wzięło ze sobą Miłość. Dziękuję.





Na koniec chciałam wam bardzo podziękować ;) Ponad 1000 wyświetleń to dla mnie zaszczyt. Dziękuję ;*

26 kwietnia 2012

Gorszego dnia chyba w życiu nie miałam. No może miałam, ale ten był jakiś inny. Mam dość, serdecznie dość. Chcę położyć się w spokoju, zasnąć a jutro obudzić się w zupełnie innym świecie. Oby to wszystko, co dzisiaj się działo okazało się tylko złym snem, koszmarem, przez który obudzę się cała mokra od potu strachu.

24 kwietnia 2012

Uczyłam się do późnej nocy... Po trzech godzinach mama zbudziła mnie. Byłam ospała, znużona i zmęczona. 4.30. Kiedy wstałam z łóżka poczułam nieprzyjemny chłodny dreszczyk na ciele. Ubrałam ulubioną bluzę i poszłam do kuchni. Na stole czekało śniadanie przygotowane przez moją mamę. Zrobiłam mocną kawę z mlekiem i zjadłam kanapkę. Wzięłam kubek do ręki i wyszłam na zewnątrz. Padał letni deszczyk, było chłodno, ale nie na tyle, żebym wróciła do domu. Słyszałam nad głową obijające krople o dach. Zapaliłam ulubionego cienkiego papierosa. Słyszałam piękne śpiewy porannych ptaków. Popijałam kawę, była pyszna. Od głównej drogi dobiegały dźwięki pędzących samochodów. Gdzieś zapiał kogut, spojrzałam na zegarek. 5.02. Dokończyłam fajkę i wyrzuciłam niedopałek. Weszłam do domu, mama spała. Zaniosłam pusty kubek. Przeglądnęłam notatki, powtórzyłam biologię, po czym spakowałam się i zaczęłam kompletować strój do szkoły... W międzyczasie przestał padać deszcz.
Wzięłam szybki prysznic, w łazience zabrzmiała suszarka, zbudziła mamę, zapukała i zapytała czy się ubieram. Nie chciała żebym się spóźniła, nikt nie chciał. Ubrałam się, Przemyłam twarz niedawno kupionym tonikiem, włączyłam prostownicę, nałożyłam podkład, kończył się. Podkręciłam delikatnie rzęsy, posmarowałam usta balsamem. Włosy spryskałam płynem termoochronnym i zaczęłam je prostować. Mama zapukała jeszcze raz, powiedziałam, że jestem gotowa. Delikatnie potarmosiłam grzywkę i wyszłam. Ubrałam buty, kurtkę, na szyi zawiązałam czerwoną chustkę w kwiaty. Spryskałam się odrobiną ulubionych perfum. Odłączyłam MP3 od ładowarki, podłączyłam słuchawki i włożyłam do uszu. Zabrałam torebkę, wyszłam. 7.12. Idąc ulicą z delikatnym uśmiechem, patrzyłam na przechodzących ludzi. Byli tacy zabiegani. Wsłuchiwałam się w teksty piosenek, po drodze kupiłam białe FRUGO. Spojrzałam na telefon. Kolejny nieodczytany sms, odpisałam. Weszłam do szkoły i zaczęło się to, co w każdy kolejny poniedziałek.
Najzwyklejszy dzień, to tylko ja spojrzałam na niego jakoś inaczej.







Zorientowałam się, że jestem jakaś inna. Nikt nie zwraca uwagi na takie drobiazgi jak ja. Nikt nie patrzy na to co ja, nikt nie dostrzega piękna... choćby w deszczu... Dlaczego?
Przestałam być infantylna...
Nie będę za to przepraszać, bo taka jest kolej rzeczy. To, że nie pasuje do moich rówieśników, to w żadnym stopniu nie jest moja wina.



Mam kilka dni wolnego, więc możecie spodziewać się zapasu notek. Trzymajcie się i oby do jutra ;*

22 kwietnia 2012

Narastające problemy, co dzień większe, co dzień trudniejsze do rozwiązania... Maksymalna demotywacja.... Ale pomimo tego uważam że warto żyć. Warto uczyć się na swoich błędach i przestrzegać przed podobnymi swoich przyjaciół, by nie rzucać swoich doświadczeń w błoto. Warto o poranku przysłuchiwać się śpiewom ptaków, warto rozdmuchać majowe dmuchawce, warto żyć w blasku słońca i księżyca, gdy jeden otula ciepłym promieniem, a drugi oświetla głuchą ciemność... Warto usiąść pod koroną drzewa ponieść się słodkim marzeniom lub przeczytać ulubioną książkę. Warto żyć po to, by kochać... I po to, by być kochanym... Po to, by każdego ranka budzić się z uśmiechem na ustach... Bo miłość jest wielka... Wielka jak morze... A dar miłości każdy posiada... I choćby wciąż mówili, że żyć nie warto, nie uwierzę. Życie to księga mądrości, do której należy dorosnąć, dojrzeć, by chłonąć - jak gąbka i wyciągać z niej potrzebne wartości.

Życie jest piękne, a ludzie nieszczęśliwi...
Ostatnio usłyszałam fragment bajki czytanej przez młodą mamę swojemu dziecku...
Kiedy Adaś prosi starszą siostrę, Zosię, by opowiedziała mu bajkę o złych wilkach. Na co ona odpowiedziała mu: - Adaś... Nie ma złych wilków! Są tylko te nieszczęśliwe...

Tak samo jest z  ludźmi. To nie wina Boga, że ludzie są źli.. Ludzie są nieszczęśliwi i to życie poprzez smutek nauczyło ich agresji. Ale ostatnio zrozumiałam, że istnieją na świecie ludzie, którym zależy na mnie samej, że chcą mi pomóc jak tylko mogą. I odkryłam w nich dobroć... Wtedy kiedy najbardziej jej potrzebowałam. Dziś wiem, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Kiedy to wszystko się sypie, kiedy całe twoje życie chce w koszmar się zmienić, ale inni na to nie pozwalają.Dzisiaj potrafię się cieszyć nawet kolejnym Frugo wypitym w szkole każdego dnia na tej samej przerwie. Dziękuję ! ;*







Po raz kolejny przepraszam, że jestem tak rzadko, ale brak czasu mi nie pozwala na bycie tutaj systematycznie... Ale postaram się ;* Trzymajcie się ;*

1 kwietnia 2012

Wiem, że ostatnio bardzo dawno mnie nie było. Dużo pracy, a czasu nadal tyle samo :( Brakuje mi go... Mam dodatkowe zajęcia, na komputerze jestem ostatnio sporadycznie, gdzie wcześniej nie wyobrażałam sobie dnia bez ulubionych stron, bez zaglądnięcia na bloga... Teraz już to minęło. Ciągle jestem w biegu, a kiedy przyjdzie weekend z piękną pogodą, marzę o spacerze lub spotkaniu ze znajomymi. Brakowało mi przesiedzenia całego dnia w łóżku lub przed komputerem w piżamach jedząc nutelle, aż do dziś! Wreszcie beznadziejna pogoda i powód do odpoczynku ;) Choć przyznam się, że miałam już wielką nadzieję na wiosnę, na „nowe życie”, zakochanie... Bo jest to najlepsza pora roku, kiedy wszystko budzi się do życia, wszędzie jest zielono i pojawiają się pierwsze kwiaty. Już było tak blisko, marzyłam o szortach... Z niecierpliwością czekałam na 30 stopni Celsjusza, a tu śnieg? ;( Ej... Matko Naturo.. Tak się nie umawialiśmy! Chcę słońce, dużo słońca. Bo ono daje mi siłę i mobilizację. Kiedy rano spoglądam przez okno i widzę piękną pogodę, wschodzące słońce to chce mi się wyjść z tych czterech ścian, uśmiechnąć się na ulicy do ludzi... Bo to przynosi radość ;)
No właśnie: radość. Radość i szczęście, choć czasem można je uznać za specyficzną terminologię. Właściwie czym jest szczęście? Czy to nie jego każdy z nas szuka? Czy to nie właśnie szczęścia człowiek oczekuje od życia? Przecież tego nie da się od nikogo ani niczego wymagać. Aby być szczęśliwym, musimy tego chcieć i sami ku temu dążyć. Być może wielu ludzi mi w to nie uwierzy, ale tak jest, naprawdę. Mówię to, a raczej piszę z czystym sumieniem. Życie jest piękne i może dawać nam radość, jeżeli nauczymy się ją czerpać. Musimy nauczyć cieszyć się z małych rzeczy, tak jak Sylwia Grzeszczak, która "śpiewająco" mówi, że to właśnie w nich zapisany jest wzór na szczęście.




Jeśli staniemy się wrażliwi, osiągniemy apogeum radości. Szkoda czasu na płacz i załamywanie się, szczególnie jeżeli jesteśmy w młodym wieku. Wiem doskonale, że życie wcale nie jest proste, ale nie jest też złe. Tak naprawdę człowiek, poprzez podejmowanie takich, a nie innych decyzji komplikuje je sobie i dopiero wtedy staje się trudniejsze, niż wcześniej było. Na okładce książki, którą obecnie czytam „Dwa wybory” znalazłam napis: „każdy wybór zmienia świat” i taka jest prawda. Cokolwiek byśmy nie wybrali i tak zawsze zmienimy coś w swoim lub czyimś życiu. Problem w tym, jak wybrać żeby było dobrze. Czasami możemy wybrać źle, czasami możemy podjąć niewłaściwą decyzję i przewrócić swoje życie do góry nogami. I w tym momencie nasuwa się pytanie, czy przewrócimy je i będzie nam w życiu lepiej, czy może zranimy siebie samego i nigdy już nie będziemy umieli się przyzwyczaić? Wiele pytań, które tak naprawdę mogą pojawić się w głowie każdego z nas. Przy podejmowaniu rożnego rodzaju decyzji może towarzyszyć nam ambiwalencja. I co wtedy? Słuchać rozumu, intuicji, serca? Co zrobić, żeby było dobrze? Na to pytanie każdy musi odpowiedzieć sobie samodzielnie. Nie ma konkretnej "recepty" na życie. Może być coś, co pomoże nam żyć lepiej: szczęście! ;)

8 marca 2012

Hej ;) Przepraszam, że tak długo nie pisałam, ale brak czasu mi na to nie pozwala. Wybaczcie ;)

Czasami mam wrażenie, że dla nikogo nic nie znaczę. Wielu ludzi we mnie nie wierzy i to mocno mnie demotywuje. Mają o mnie różne zdania i źle się z tym czuję, ale zawsze w takich chwilach powtarzam sobie, że ludzie są okrutni, a Ci, którzy powinni wiedzieć jaka jestem, doskonale zdają sobie z tego sprawę i tylko oni tak naprawdę mogą powiedzieć, że mnie znają... Niektórzy mówią mi, że nie zasługuję na to, co mnie spotyka, że nic złego w życiu nie zrobiłam. To dlaczego Bóg zesłał na mnie tyle problemów?! Dużo w życiu przeszłam i wiele mnie to nauczyło. Pomimo tego, że mam dopiero 15 lat, wiele razy usłyszałam, że przeżyłam więcej niż niejeden dorosły, kończący swoje życie, człowiek. Być może tak właśnie miało być. Ale w tym momencie mam żal tylko do siebie. Nikogo nie obwiniam za to, co mnie spotkało (no może poza drobnymi wyjątkami). Choć nie ukrywam, że czasami mam żal do samego Boga - niesłusznie.
Kilka razy się poddawałam, po prostu nie dawałam rady - dziś już wiem, że nie warto. Że najważniejszą rzeczą w życiu każdego człowieka jest radość i wdzięczność za to, co mamy. Dziś wiem, że nie wolno się poddawać, tylko trzeba walczyć - do samego końca, „do upadłego”. Pokazać innym, ale przede wszystkim SOBIE, że potrafimy, że jesteśmy silni.



Kiedyś miałam wszystko, później zaczęło to powoli odchodzić... A dziś? Dziś mam niewiele.
Wiem, że się zgubiłam, że zboczyłam z drogi, którą dotychczas wiernie pokonywałam, pomimo wielu przeszkód, ostrych zakrętów i rozstai - zawsze dobrze wybierałam. Tym razem mi się nie udało - w tym momencie każdy powiedziałby mi, ze człowiek popełnia błędy, że nikt nie jest idealny. Ok. Ale teraz chce zawrócić - chce wszystko naprawić, tylko mi się nie udaje... Nadal błądzę. Chcę wrócić, ale wciąż nie mogę, jakbym się bała... Ambiwalencja? Nie wiem...

Teraz mam jedną, a za razem ostatnią szansę, żeby wziąć się w garść, znaleźć motywację do życia i wszystko ratować! Czas ucieka, nie mogę go więcej tracić, bo potem może być już za późno. Teraz albo nigdy. Spróbuję sobie przypomnieć kim byłam i wrócić do stanu, w którym byłam zanim przyszłam do gimnazjum [czyt. porażki]. Wiem, że będzie to bardzo trudne i NA PEWNO nie będę już tą samą osobą, co wtedy. Siła wyższa - jestem dojrzalsza, mądrzejsza, tak jak napisałam wcześniej: trochę się nauczyłam na błędach - własnych i nie tylko. Natomiast mam nadzieję na bycie lepszą, pomimo wszystko. Wydaję mi się, że właśnie nadszedł mój czas, bo wiem, że dłużej tak nie mogę - niszczę siebie, moich znajomych, przyjaciół, rodzinę... Wiem, że najprawdopodobniej już we mnie zwątpili.
Jeżeli ktoś z Was (znajomych, rodziny, przyjaciół) to czyta, to proszę: Dajcie mi czas, a wszystko wróci do normy. Nie przytłaczajcie mnie, a „wyleczę” swoją głowę z głupich myśli i złych przekonań, wszystko w niej poukładam. I wtedy będzie już tylko lepiej! ;)


Nie chcę być źle zrozumiana. Po prostu muszę zaryzykować i przemienić to, co tutaj napisałam, w coś dobrego i mam nadzieję, że zbliżająca się wiosna i nadmiar słońca mi w tym pomogą ;)

Dzisiejszą inspiracją notki była ta piosenka,a właściwie jej tekst.
Tutaj macie jej teledysk:



Pa ;*

24 lutego 2012

Nawiązując do ostatniej notki, na wstępie chciałam powtórzyć: wszystko, co się dzieje w naszym życiu - nieważne, czy jest to pozytywne, czy negatywne, to dzieję się po coś - już kiedyś o tym pisałam.
Zdecydowanie bardziej chciałam dzisiaj zwrócić uwagę na to, że wielkim artyzmem jest nie przejmować się, co inni ludzie o nas myślą, co mówią i co robią. Należy gardzić takimi ludźmi... Bo przecież warto... Ludzie już tacy są... Zawsze będą plotkować i opowiadać łgarstwa, zawsze znajdą sobie temat, na który będą rozmawiać o danej osobie i tak naprawdę robią to z zazdrości lub dla dowartościowania się.
Są strasznymi egoistami i nie myślą o uczuciach innych. Ludzie są okrutni, zawsze będą dużo mówić, nie tylko na nasz temat. Może czasem warto powiedzieć sobie, że mam to w nosie i iść dalej, pokazując wszystkim, że jesteśmy silni? Że potrafimy spełniać swe marzenia i pomimo wszystko, nie poddawać się! Bo nie wolno pokazać, że stchórzyliśmy! Sami nie daliśmy sobie życia i nie mamy prawa go sobie odbierać. Przecież jest ono zbyt piękne, by z dnia na dzień się go pozbyć. Nie wolno tego zaprzepaścić, bo kiedyś może być za późno. Ale prawdą jest, że doceniamy coś dopiero wtedy, gdy to tracimy i uważam, że z życiem jest tak samo. Kiedy już będziemy kończyć swoje życie na tej ziemi, będziemy chcieli wrócić do chwil, kiedy mogliśmy wszystko. Wtedy już nie będzie odwrotu.
Klarowne, prawda? Ale wciąż tak wiele ludzi się przejmuje...
Wiem, że wielu z nich jest afektywnych, ja też, ale naprawdę warto lekceważyć tych ludzi lub to, co o nas myślą. ale to nie powód, żeby się izolować od wszystkich. Nie wolno wychodzić z założenia "Skoro mnie ranią, to nie będę z nimi utrzymywał kontaktów. Skoro wszyscy ludzie tacy są, to ja ich nie potrzebuję"! Takie myślenie może doprowadzić do aspołeczności, czy nawet fobii społecznej. Przecież wtedy zostaniemy sami... Bo za każdym razem będziemy czuć odium do tej osoby i w wysublimowany sposób będziemy szukać powodu, dla którego nie będziemy chcieć rozmawiać, spotykać się...
Zycie jest przecież piękne, trzeba czerpać z niego jak najwięcej i korzystać na apogeum. Chociażby po to, żeby mieć później, co opowiadać swoim dzieciom, żeby mieć, co wspominać, żeby w przyszłości można było sobie powiedzieć, że naprawdę żyłem, a nie udawałem, że żyje.




Szczerze, to uważam, że szkoda czasu, by tracić go na żałowanie, przemyślanie, płakanie... Kiedy po kilku, czy kilkunastu latach usiądziemy na fotelu, głowę schowamy w dłoniach i co powiemy? Że tyle czasu spędziliśmy na narzekaniu, a tak naprawdę nic pięknego nas w życiu nie spotkało? Że zmarnowaliśmy ten czas, w którym mogliśmy przeżyć wspaniałe chwile, na smutek? Po co?

Zacznijmy doceniać to, co mamy i przestańmy być pesymistami! ;)


22 lutego 2012

To, co się dzisiaj stało przechodzi ludzkie pojęcie. Właściwie permanentnie spotyka mnie w życiu coś, co w ogóle, ale to w ogóle mi się nie podoba... Ciągle dzieję się coś złego. Dlaczego życie jest tak wyjątkowo trudne? Czy życie oczekuje ode mnie aprobaty?  Byłoby to nieadekwatne do tego, jakie jest okrutne. Choć ostatnio dosyć intensywnie zastanawiałam się, czy nazywając życie okrutnym nie jest paralogizmem... Przecież tak naprawdę, to ludzie są okrutni, bo to oni wprowadzają nas w te złe chwile i problemy. To oni sprawiają nam ból. To przez nich cierpimy i w większości płaczemy. To właśnie ludzie łamią nam serca i wciąż ranią. W tym momencie nie zapominam o tym, że ja także jestem człowiekiem, a co za tym idzie: również okrutnym. I myślę sobie, dlaczego tak właśnie jest. Chciałabym znaleźć choć jedno usprawiedliwienie dla człowieka, ale zbytnio mi nie wychodzi. jedyne co mi przychodzi do głowy to to, że może to robić nieświadomie... Choć z drugiej strony wiele ludzi działa z premedytacją. Zaprzeczam samej sobie.. Chyba powinnam zamknąć ten temat i przestać tak namiętnie myśleć, bo wprowadza mnie to w bolesne przygnębienie.  Równie dobrze mogłabym powiedzieć, że życie jest piękne i na tym poprzestać.
 



Podkreślam, że nie chciałam w żaden sposób nikogo urazić w tej notce. Jednak, jeżeli mi się nie udało, z góry przepraszam.

19 lutego 2012

Szczerze?
Sama nie wiem co mam Wam napisać. Ciężko jest, cholernie ciężko :(
Mojemu W. tak bardzo zależało, żebym dodała coś wesołego, ale nie potrafię. Nic takiego pięknego i radosnego nie dzieję się w moim życiu, żebym mogła o tym napisać. Myślę, że jestem teraz w dolnej części koła (życia) i ciągle spotykają mnie, delikatnie pisząc, niemiłe sytuacje.
Smutna muzyka króluje w głośnikach i nie umiem się z nią rozstać...
Zakładając bloga chciałam pisać bardzo ogólnikowo nie opisując zbytnio swojego życia tylko przemyślenia jego dotyczące. Ale nikt nie powiedział, że nie mogę wyjść poza plan. Czuję potrzebę zwyczajnego wygadania się komuś i wiem, że już jutro będę miała ku temu okazję.
Boję się... Tak bardzo się boję... Jak nigdy.

Te trzy kartki papieru mogą decydować o moim dalszym życiu i o tym, co dalej ze mną będzie ? Ciężko...







Czuję bardzo silne odium w stosunku do życia...

17 lutego 2012

Ostatnie dni obfite w płacz i niezrozumiałe roztargnienie. Co się dzieje w życiu człowieka, że nagle te kolorowe, radosne i piękne dni zamieniają się w te szare i pochmurne? Wtedy smutek osiąga apogeum, każdy dzień jest tak samo nudny i beznadziejny. Wciąż słuchamy muzyki, dłużej śpimy i nawet nie myślimy o wychodzeniu z domu. Marzymy o słońcu, dwudziestu paru stopniach Celsjusza na plusie i o tym, żeby znów był lipiec i piękna pogoda, dla której oddalibyśmy wszystko. „Wchodzimy” w świat wakacji, kiedy to wyjście z domu wymagało jedynie założenia butów.
I zdajemy sobie sprawę, że życie nie jest wcale takie proste, jakim się wydaje. Że im dłużej żyjemy na tym świecie, tym więcej problemów, kłopotów i innych przeciwności losu nas spotyka. Wtedy tęsknimy za dziecinnością, lizakami i tymi słodkimi różowymi bucikami. Brakuje nam ślicznych sukienek, kolorowych rajstopek i małego kapelusika ze sznureczkami pod szyję. Za wszelką cenę chcielibyśmy wrócić do chwil, w których nie zdawaliśmy sobie sprawy, że życie jest tak trudne, kiedy wszystkie możliwe decyzje były podejmowane przez rodziców, a ty beztrosko żyłaś sobie z dnia na dzień zastanawiając się jedynie, jaką bajkę dzisiaj tata przeczyta ci na dobranoc, jak mama cię jutro uczesze, czy które zabawki weźmiesz do piaskownicy...

Bo każdy z nas chciałby znów być tą małą dziewczynką, czy małym chłopcem i wierzyć w to, że życie jest piękne.




Być szczęśliwym i płakać tylko wtedy, gdy doskwiera nam ból fizyczny, czy oczekujemy kolejnej butelki mleka.








15 lutego 2012

Zdecydowanie brakuje nam w życiu tej „wolności”, w której bez konsekwencji moglibyśmy wyjść z domu i już nigdy nie wrócić. Mamy marzenia, których inni nie doceniają mówiąc nam: „Marzenia nic nie kosztują”. Ale co jeśli my naprawdę chcemy je spełniać? Kiedy tak bardzo nam zależy,ale nic nie możemy zrobić. Tak bardzo coś kochamy, tak bardzo chcemy w przyszłości czuć się spełnieni, ale nasi najbliżsi nam w tym przeszkadzają. Dlaczego tak bardzo boli ludzi, że ktoś chce spełnić swoje marzenia? Dlaczego blokują komuś drogę, która wcale nie jest aż tak trudna do pokonania. Dlaczego tylko silni wygrywają? Dlaczego nikt nigdy nie chce dać szansy komuś, kto nie ma tyle siły, by sprzeciwiać się całemu światu podążając za własnymi marzeniami i ich spełnieniem? Dlaczego krzywdzi innych tylko dlatego, że jemu się nie udało?

Dziwi mnie ogromnie, dlaczego to właśnie rodzice utrudniają nam życie. Dlaczego nie pozwalają spełniać swoim dzieciom marzeń, które tak naprawdę nie kosztują zbyt wiele. Dlaczego rodzice myślą, że można cieszyć się tylko z rzeczy materialnych? Dlaczego nie rozmawiając ze sowimi dziećmi, nie wiedzą, co dla nich jest ważne i powtarzają w kółko: „Przecież wszystko masz!” - mieszczą w tych słowach dobra materialne, nie myśląc w ogóle o szczęściu, miłości, przyjaźni czy choćby poczucia „posiadania wszystkiego” pod względem duchowym.








Przepraszam, że tak lakonicznie, ale na szybko dodawałam notkę.

12 lutego 2012

Każda kolejna kropla płaczu płynąca z oczu, a tak naprawdę z serca, zawiera ogromne ilości bólu, smutku i cierpienia. Zastanawiający fakt wielu ludzi, to to, ze są przecież łzy radości - tak to prawda. One zawsze są w naszym życiu. Bo przeciez  nie ma ludzi bez problemów, jak i bez szczęścia. W życiu każdego człowieka są wzloty i upadki - trzeba je przeżywać by być mocniejszym i silniejszym. Za każdym razem, kiedy coś dzieje się w naszym życiu, to ma jakieś znaczenie. I choć na początku trudno diagnozować, po co się stało, to po pewnym czasie można już to określić. Wyciągamy wnioski i jesteśmy w stanie powiedzieć „Tak, to było mi potrzebne!”
Człowiek jest istotą wolną. Żyje, choć w początkowych latach swojego życia jest zależny od rodziców, ale żyje jak chce, nieraz idzie swoimi ścieżkami i kieruje się własnymi zasadami.
Zycie - tak bardzo obszerne pojęcie. Ale właściwie czym ono jest? Czy ktoś kiedykolwiek znalazł racjonalną i mądrą definicję tego słowa? Zapewne znalazł, ale definicję pod względem biologicznym. Tak naprawdę wielu ludzi nie docenia tego, czym jest życie. Czy znalazłby się choć jeden synonim do słowa „życie”? Być może, ale NA PEWNO nie będzie miało to słowo identycznego znaczenia  Nikt nie wie, co znaczy „normalnie żyć”, choć bardzo często używa tego określenia. A przecież „normalnie” to pojęcie względne. Ale znajduję się w nas taka wewnętrzna siła, która mówi nam, jak mamy żyć, jak znajdować mobilizację i chęć do życia. Ale, co jeśli jej nie ma? Wtedy pojawiają się w naszej głowie myśli, które nie są tam mile widziane.


Widzieć, ale nie czuć na co patrzymy.