Podejrzewam, że moja poduszka ma już dość tych ciągłych łez. Nigdy mi o tym nie powiedziała, ale widzę, że już ją to męczy. Pewnie tak jak mnie... Czasem moje łzy spadają na sweter albo podłogę, czasami łapię je w rękach, czasami zdążam je wytrzeć z twarzy. Kilka razy zdarzyło się, że te łzy lądowały na twojej bluzie. Ale najczęściej to ona wytrwale je znosi. Nie lubię płakać, nie chcę, ale czasem tylko to pomaga. Teraz już nie mam siły, a może to moje oczy nie mają siły na łzy... Zupełnie nie wiem co mam robić, nie radzę sobie już z tym, co się dzieje. Chciałabym, żeby wszystko było dobrze, ale się nie da. Po prostu się nie da. Brakuje mi już siły, w pewnych momentach czuję się tak, jakbym już jej nie miała.
Nastaje chwila, w której nie płaczę - pustka. Leżę i wpatruję się w sufit. Łzy już ze mnie nie wypływają. Zostają. Wiem, że nic nie mogę zrobić, choć bardzo bym chciała. To przerażające poczucie bezsilności zżera mnie od środka. Ale nic nie robię, tak po prostu się przyglądam. To chyba dobrze, że czasem te łzy zostają. Szkoda by było, żeby zabrakło ich na chwile szczęścia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz