Od bardzo długiego czasu próbowałam Wam coś napisać. Trzykrotnie podejmowałam próbę napisania czegoś bardziej lub mniej konkretnego, czegoś, co odzwierciedliłoby moje uczucia, ale nie potrafię. Zdałam sobie sprawę, że łatwiej mi pisać o czymś, co sprawia ból. Dlaczego? Przecież to przykre, że tylko te negatywne emocje potrafię nazwać... Że z nimi jest łatwiej. Chciałabym opisać, coś co sprawiło mi ogromną radość! Ale jakoś z trudem przychodzi mi chęć do napisania czegoś takiego. Kontemplowałam i kontemplowałam... W końcu znalazłam „wytłumaczenie”. Otóż doszłam do pewnych wniosków, z których wynikałoby, że to wina tego, że częściej spotykały mnie w życiu te smutne chwile. To właśnie je spotykałam na swojej drodze. Lubiły mi towarzyszyć. Ale... Teraz kiedy wszystko układa się tak, jak ja to sobie wymarzyłam - dostrzegam coś nowego, niecodziennego.
Zakończyłam pewien etap. Etap, który mogłam zaliczyć do tych gorszych. Ale zamknęłam go i czuję, że on był mi w jakimś stopniu potrzebny. Co teraz? Teraz chciałabym przyspieszyć czas. Mieć wszystkie kryzysy za sobą i żyć tak, jakby nie miało być jutra, tylko z Tobą. <3
Bo... Czegoś mi brakuje, coś mnie nurtuje... Chciałabym wiedzieć co to jest. Ale wierzę, że wspólnie dojdziemy do tego i naprawimy wszystko.
Teraz chyba jest dobrze... Ale czasami mam wrażenie, jakbyśmy wmawiali to sobie, żeby było nam łatwiej. I chyba brakuje mi tego beztroskiego i bezproblemowego życia. Niestety.. Ono już nie istnieje. Być może nawet nigdy go nie było.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz