8 marca 2012

Hej ;) Przepraszam, że tak długo nie pisałam, ale brak czasu mi na to nie pozwala. Wybaczcie ;)

Czasami mam wrażenie, że dla nikogo nic nie znaczę. Wielu ludzi we mnie nie wierzy i to mocno mnie demotywuje. Mają o mnie różne zdania i źle się z tym czuję, ale zawsze w takich chwilach powtarzam sobie, że ludzie są okrutni, a Ci, którzy powinni wiedzieć jaka jestem, doskonale zdają sobie z tego sprawę i tylko oni tak naprawdę mogą powiedzieć, że mnie znają... Niektórzy mówią mi, że nie zasługuję na to, co mnie spotyka, że nic złego w życiu nie zrobiłam. To dlaczego Bóg zesłał na mnie tyle problemów?! Dużo w życiu przeszłam i wiele mnie to nauczyło. Pomimo tego, że mam dopiero 15 lat, wiele razy usłyszałam, że przeżyłam więcej niż niejeden dorosły, kończący swoje życie, człowiek. Być może tak właśnie miało być. Ale w tym momencie mam żal tylko do siebie. Nikogo nie obwiniam za to, co mnie spotkało (no może poza drobnymi wyjątkami). Choć nie ukrywam, że czasami mam żal do samego Boga - niesłusznie.
Kilka razy się poddawałam, po prostu nie dawałam rady - dziś już wiem, że nie warto. Że najważniejszą rzeczą w życiu każdego człowieka jest radość i wdzięczność za to, co mamy. Dziś wiem, że nie wolno się poddawać, tylko trzeba walczyć - do samego końca, „do upadłego”. Pokazać innym, ale przede wszystkim SOBIE, że potrafimy, że jesteśmy silni.



Kiedyś miałam wszystko, później zaczęło to powoli odchodzić... A dziś? Dziś mam niewiele.
Wiem, że się zgubiłam, że zboczyłam z drogi, którą dotychczas wiernie pokonywałam, pomimo wielu przeszkód, ostrych zakrętów i rozstai - zawsze dobrze wybierałam. Tym razem mi się nie udało - w tym momencie każdy powiedziałby mi, ze człowiek popełnia błędy, że nikt nie jest idealny. Ok. Ale teraz chce zawrócić - chce wszystko naprawić, tylko mi się nie udaje... Nadal błądzę. Chcę wrócić, ale wciąż nie mogę, jakbym się bała... Ambiwalencja? Nie wiem...

Teraz mam jedną, a za razem ostatnią szansę, żeby wziąć się w garść, znaleźć motywację do życia i wszystko ratować! Czas ucieka, nie mogę go więcej tracić, bo potem może być już za późno. Teraz albo nigdy. Spróbuję sobie przypomnieć kim byłam i wrócić do stanu, w którym byłam zanim przyszłam do gimnazjum [czyt. porażki]. Wiem, że będzie to bardzo trudne i NA PEWNO nie będę już tą samą osobą, co wtedy. Siła wyższa - jestem dojrzalsza, mądrzejsza, tak jak napisałam wcześniej: trochę się nauczyłam na błędach - własnych i nie tylko. Natomiast mam nadzieję na bycie lepszą, pomimo wszystko. Wydaję mi się, że właśnie nadszedł mój czas, bo wiem, że dłużej tak nie mogę - niszczę siebie, moich znajomych, przyjaciół, rodzinę... Wiem, że najprawdopodobniej już we mnie zwątpili.
Jeżeli ktoś z Was (znajomych, rodziny, przyjaciół) to czyta, to proszę: Dajcie mi czas, a wszystko wróci do normy. Nie przytłaczajcie mnie, a „wyleczę” swoją głowę z głupich myśli i złych przekonań, wszystko w niej poukładam. I wtedy będzie już tylko lepiej! ;)


Nie chcę być źle zrozumiana. Po prostu muszę zaryzykować i przemienić to, co tutaj napisałam, w coś dobrego i mam nadzieję, że zbliżająca się wiosna i nadmiar słońca mi w tym pomogą ;)

Dzisiejszą inspiracją notki była ta piosenka,a właściwie jej tekst.
Tutaj macie jej teledysk:



Pa ;*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz