29 listopada 2013


Jakiś czas temu uciekł mi autobus. Tak, pewnie teraz pomyślisz, że to nic nadzwyczajnego - przecież każdemu czasem ucieka. Korzystając z "okazji", że kolejny mam za ponad godzinę, weszłam do galerii. Uznałam bowiem, że nie warto czekać na przystanku i marznąć we wszystkie części ciała. Tak sobie siedziałam przy fontannie, patrzyłam na ludzi. Wiem, że to głupie. Zadziwiła mnie pewna kobieta, bardzo dobrze ubrana, żeby nie powiedzieć że bogato, bo na paragony, ani na metki jej nie patrzyłam. Szła sobie z dzieckiem, a raczej obok dziecka w kierunku H&M . To był chłopiec, na moje oko miał może z 5 lat. Zwróciłam moją uwagę jego rękawiczka, która wisiała mu na sznurku przy prawym rękawie. Szedł za mamą. Był okropnie przybity. W jego oczach widziałam wielki smutek, ogromny! W życiu nie widziałam tak smutnego dziecka. Jego oczy były przerażone. Później spuścił głowę w dół. Kiedy na niego popatrzyłam, samej zrobiło mi się jakoś ponuro. Zazwyczaj na widok małych dzieci (choć to nie było takie małe) uśmiechałam się. Lubię dzieci, zawsze ich widok sprawiał mi radość. Tym razem było inaczej i bardzo mnie to dotknęło. Patrzyłam dalej na to dziecko. Jego matka wchodziła do sklepu, on nadal szedł za nią. Nikt nie trzymał go za rękę, nikt się za nim nie oglądał - był sam. Matka omijała bramkę i uderzyła dziecko swoją torebką W GŁOWĘ! W ogóle się tym nie przejęła, nawet się nie odwróciła. Przez chwilę wydawało mi się, że się przewidziałam. Ale później kilkakrotnie odtwarzałam sobie tą sytuację w głowie. Teraz znów odtwarzam i widzę tą  kobietę, to dziecko i tą torebkę.  Łzy cisną mi się do oczu. Nie wiem jakim prawem takie kobiety zostają matkami! Ja nie mówię, że jest złą matką, nie wiem. Ale jak można tak lekceważyć swoje dziecko? JAK MOŻNA?! Ok, czytasz to i myślisz: O co ta dziewczyna robi aferę, matka przez przypadek uderzyła swoje dziecko torebką - nic mu się nie stało. 
Nie robię afery. Po prostu nie rozumiem. Nie rozumiem, jak można tak się zachowywać. Przecież dziecko potrzebuje miłości. Nie każe jej nosić dziecka na rękach, tulić i całować przez całą drogę. Ale chyba wypadałoby się zainteresować odrobinę dzieckiem. Zdjąć mu czapkę, rozpiąć kurtkę, w galerii jest dosyć ciepło. Może złapać za rękę, żeby mi się nie zgubiło i żeby czuło się bezpiecznie. 
Może przesadzam, ale ilekroć pomyślę sobie o tej sytuacji, wprowadza  mnie to w niemałe przygnębienie.  

24 lipca 2013

Chciałabym coś napisać. Coś mądrego. Ale jakoś nie potrafię, bo z trudem przychodzi mi cokolwiek. Czasami siadam i mam taką zwyczajną ochotę sobie popłakać. tak sama dla siebie. Zupełnie bez powodu. A przecież jestem szczęśliwa. Jestem bardzo szczęśliwa. Naprawdę - i nie wmawiam sobie tego tylko po to, by czuć się szczęśliwą. Później się uśmiecham. Może to ambiwalencja.
Chyba czegoś mi brakuje. Problem w tym, że chyba nie do końca wiem czego. Albo inaczej: wiem czego jeszcze chcę od swojego życia, ale też zdaję sobie sprawę że przez najbliższe kilka lat nie mogę sobie na to pozwolić. Ale może to i dobrze. Będę długo na to czekać, a kiedy to przyjdzie, poczuję się spełniona. Docenię to bardzo mocno. Najmocniej. Będzie to przez ten czas rosnąć na wartości. Ciekawe jaka wtedy będę, czy bardzo się zmienię. Czy zetnę włosy, może przytyję. Jaką będę mieć pracę, a jakie wykształcenie. Czy będę w Polsce. Ciekawe, czy w ogóle będę... Ciekawe czy jakieś marzenie się spełni, czy jakiś plan się zrealizuje... Ciekawe czy to będzie za 5, 10 czy 20 lat. Ciekawe.

11 lipca 2013

Czasami wracamy do wspomnień. Zupełnie niepotrzebnie zaprzątamy sobie głowę czymś, co już minęło i niekoniecznie dobrze nam się kojarzy. To już minęło, często czegoś nas nauczyło. Z drugiej zaś strony, w tych wspomnieniach często można znaleźć coś dobrego, coś co dało nam w życiu porządną lekcję przetrwania. Jest wielu ludzi, którzy dzięki temu, co przeżyli stali się silniejsi, bardziej wytrwali w tym wszystkim. To pewnego rodzaju próba. Regina Brett napisała w swojej książce, że "Bóg nigdy nie daje nam więcej, niż jesteśmy w stanie udźwignąć". Myślę, że coś w tym jest. Każdy z nas jej silny, tylko nie zawsze potrafimy znaleźć w sobie tą siłę. Gubimy się, to normalne. Mamy w swoim życiu moment, w którym zatracamy się i chcemy się poddać. Nie wolno nam tego robić. Spotyka nas coś w życiu właśnie po to, by to przeżyć, by walczyć o swoje i wzmocnić się. Ale to, że mamy chwilę słabości, to nie znaczy że jesteśmy słabi. To znaczy, że jesteśmy silni, ale mamy gorszy czas. tak po prostu. Czasami wydaje nam się, że brakuje sił. No właśnie: WYDAJE NAM SIĘ. tak naprawdę mamy w sobie moc, której po prostu czasami nie potrafimy do końca wykorzystać. Czasami płaczemy, ale tylko dlatego, że nam to pomaga. jest nam lżej, a poza tym nawilżamy i oczyszczamy oczy. ;) Łzy nie są oznaką słabości! Po prostu czasem potrzebujemy się "wypłakać".
Ale kiedy tak już poczujecie, że się gubicie, że nadchodzi ten moment słabości, że boicie się , czy podołacie, czy dacie sobie radę - mówcie sobie, że sobie poradzicie, że wszystko się uda. Bo bardzo ważne jest, by w siebie wierzyć. Kiedy trzeba się wypłakać, zróbcie to. Łzy z chęcią przyjmuje poduszka, ramię przyjaciela, mamy, chłopaka... Chusteczki też nieźle się sprawdzają ;) Nigdy nie mówcie sobie dość. Powodzenia!

28 czerwca 2013


Kolejny etap w życiu zakończony. Jak dobrze. Jak dobrze, że to już koniec. Było tak cholernie ciężko, moje życie przewróciło się do góry nogami, tak wiele się wydarzyło, tak wiele złego... I poznałam tylu złych ludzi...  Ale też tego wspaniałego poznałam, tego wyjątkowego, tego jedynego, tego na zawsze <3 Nie wiem, czy tą szkołę będę dobrze wspominać... Zawsze mówiłam, że to najgorszy okres, ale może z czasem będę patrzeć na to jak na pewnego rodzaju doświadczenie. Patrząc tak z perspektywy czasu, to po coś to było mi potrzebne. Na pewno wiele mnie nauczyło i stałam się dojrzalsza.. 
Teraz czeka mnie coś  nowego, coś nie do końca znanego. Odrobinkę się boję, ale pewnie już w połowie lipca o tym zapomnę i zacznę żyć wakacjami. Na pewno nie będę maksymalnie korzystać z czasu wolnego od nauki, bo czeka mnie praca (i to w weekendy!). Trzeba troszkę zarobić, żeby pozamykać jeszcze stare sprawy. Czekam na przepiękne słońce! Marzę o plaży, wodzie, opalonym ciele. Chciałabym gdzieś wyjechać... Ech! Jeszcze tyle rzeczy do załatwienia, tyle różnych spraw, formalności, dokumentów. Odrobinę mnie to przeraża, bo to strasznie skomplikowane wszystko. Ale jakoś dam sobie radę ;) Może to wcale nie jest takie trudne, jak mi się wydaje. Może znajdzie się ktoś, kto mnie będzie choć troszkę wspierał w tym wszystkim. 

Nie przepadam bardzo za takimi podsumowaniami, ale z tym okresem (który już NA SZCZĘŚCIE zakończyłam) trzeba się pożegnać na dobre! 

17 czerwca 2013

Tak sobie siedzę, słońce powoli zachodzi. Ciepły wiatr głaszcze moje włosy. Jest pięknie. Kwitną stokrotki, niektóre róże też rozwinęły pąki. A nastrój jakiś taki melancholijny... Mimo to się uśmiecham, momentami patrzę w niebo - jest zupełnie bezchmurne. Śpiewają ptaki, jeden właśnie przefrunął mi przed oczami... Miły wieczór. Szkoda tylko, że ludzie zawodzą. Szkoda...

30 maja 2013

Ostatnimi czasy zastanawiałam się nad szczęściem i próbowałam zdefiniować to pojęcie na mój sposób. Korzystając z długiego weekendu, postanowiłam sprostać temu zadaniu.
Szczęście dla mnie jest stanem euforii; zadowolenia z siebie, z czegoś, z kogoś; duma z jakiegoś powodu. Stan umysłu i duszy, który przekłada się nawet na wygląd zewnętrzny. Zauważmy, że kiedy człowiek jest szczęśliwy, na jego twarzy pojawia się uśmiech - to coś zupełnie naturalnego i oczywistego.
Przez ostatni czas próbowałam zaobserwować ludzi wokół mnie. Jest wiele osób, które faktycznie się uśmiechają, ale niestety nie jest to uśmiech szczery... Patrząc w ich oczy widzę wielki smutek. Przykro mi z tego powodu. Przykro mi, że tak wiele ludzi ukrywa swoje prawdziwe uczucia. Zauważyłam też, że tylko garstka ludzi wśród mnie jest osobą szczęśliwą, zadowoloną z życia. Po czym zaczęłam zastanawiać się, jakim ja jestem człowiekiem? Czy jestem szczęśliwa? (Ale o tym za chwilę - wróćmy do uśmiechu)

Fajnie, jeśli człowiek się uśmiecha, kiedy ten uśmiech jest jednym z wyrazów szczęścia w naszym życiu. Ale tylko wtedy, kiedy śmieją się też oczy, kiedy bije z nich ciepło, wielka radość. 
Nie warto ukrywać swoich emocji i uczuć, NAPRAWDĘ! To może się w dużym stopniu przełożyć na nasze późniejsze życie (niezależnie od wieku). Wytłumaczę teraz dlaczego:
W momencie kiedy nie ujawniamy swoich emocji, skrywamy je w sobie (logiczne). Tworzymy w sobie takie miejsce, w którym chowamy wszystkie swoje uczucia. To taka szczelnie zamknięta przez nas "skrzyneczka". Zamykamy ją tak, aby w żaden sposób nikt się do niej nie dostał, ani emocje same się z niej nie wydostały. Robimy to tylko po to, ażeby nie pokazać tego, co tak naprawdę czujemy. Problem w tym, że ona ma pewne rozmiary. I co wtedy, kiedy w niej już nie będzie faktycznego miejsca na te emocje? Kłódeczka, którą do tej pory szczelnie zamykaliśmy naszą skrzyneczkę zacznie nie wytrzymywać, pękać i wyrzucać nasze emocje. I to jest moment, w którym człowiek zaczyna mieć problemy. Pojawia się niekontrolowanie emocji, a za nimi problemy takie jak nagłe wybuchy, a nawet samookaleczenia, później próby samobójcze... 

Dlatego też tak ważne jest, aby nie ukrywać tego, co się czuje.
Do problemem skrywania emocji będę chciała jeszcze wrócić i przedstawić Wam sposoby, dzięki którym możemy sobie z tym poradzić.


A teraz wróćmy do pytania, które postawiłam sobie wyżej.
Tak, jestem szczęśliwym człowiekiem! Jestem zdrowa, mądra, ładna, mam co jeść, mam dach nad głową. Mam wspaniałą mamę, cudownego chłopaka. Kocham ich, oni kochają mnie. Mam wszystko co najważniejsze. Mam problemy rodzinne, problemy w szkole, nie mam przyjaciół, niektórzy uważają że wyglądam "jak pulpet" (hehe). Ale każdy ma jakieś "defekty życiowe". jednak to nie powód, dla którego mielibyśmy się załamywać. Trzeba dostrzegać w naszym życiu to, co piękne, co nas cieszy i z czego jesteśmy dumni. trzeba iść ze SZCZERYM UŚMIECHEM przez życie!

13 maja 2013

Wracam do Was!
Egzaminy za mną, w szkole troszkę luźniej, więc myślę, że to najwyższy moment, by wreszcie coś tutaj napisać. Wiem, że jest kilka osób, które z niecierpliwością czekały na mnie tutaj. Dlatego jestem z powrotem. A jak to się stało, że tak nagle zniknęłam niespełna 5 miesięcy temu zostawiając Was bez słowa wyjaśnień? Spróbuję w skrócie napisać co takiego się podziało, ażeby choć w małym stopniu wytłumaczyć moją nieobecność.
Grudzień 2012 roku. Dosyć łagodna zima (jeszcze) Wielkimi krokami zbliżał się koniec roku. Zaczęły się problemy, które dosyć gwałtownie zaczęły spadać na moje barki. Trochę się pogubiłam. Nie wiedziałam czego tak naprawdę chcę... Od siebie, od ludzi, od życia. Ogarnęła mnie zupełna pustka. Zaczęłam coraz bardziej oddalać się od moich najbliższych. Niewiele się pozmieniało od tamtego czasu. Może zaczęłam bardziej doceniać dobrych ludzi (gdzie wcześniej pisałam jacy to oni okrutni). Często wracałam myślami do czasów, kiedy byłam z nimi tak blisko. Wspominałam spontaniczne wypady, nagłe wsiadanie do autobusu i jechanie przed siebie, wariowanie, imprezowanie, wspólne ogniska... Nagle jakoś gwałtownie dorosłam. Wszystko stało się tak szybko. Wypady na lody w kucykach i trampkach zmieniły się na sporadyczne spotkania na kawce w spódnicy i szpilkach. W pewnym momencie zaczęło mi tego brakować. Zrozumiałam, ze tracę swoje najlepsze lata. Że z ludźmi też trzeba przebywać! A nie chować się w łóżku i nie wychodzić z domu. Postanowiłam wziąć się w garść i zacząć wychodzić do ludzi, by kiedyś nie zostać zupełnie sama.
Mam już rok więcej, tak wczoraj były moje urodziny. Ale chyba nie chce tak bardzo spieszyć się do dorosłości. A może chcę... Tak, chcę! Ale może nie tak szybko, nie za szybko.

Szczerze, to nawet nie wiem czy ktoś tutaj zaglądnie, ale mimo to... Przepraszam.