30 kwietnia 2012

Bohaterowie: Szczęście, Miłość.

Czekałam na niego.. Bardzo długi okres czasu oczekiwałam i zastanawiałam się, kiedy u mnie się pojawi, kiedy przyjdzie i zostanie u mnie na dłużej. Kiedy będzie mi z nim dobrze.. Czasami sprawiał ból i zamieniał się z panem Smutkiem. Lubił odchodzić i nie dawać znaku życia, po czym nagle wracał i był przy mnie długo, ale nie tak długo, jak tego potrzebowałam. Brakowało mi go, brakowało mi tego ciepła i uśmiechu, który mi dawał.. I właśnie wtedy, kiedy traciłam nadzieję na jego powrót, przychodził. Tulił mnie mocno, „wdzierał się” we mnie i w moje serce razem ze swoją przyjaciółką. Lubiłam ich, dawali mi siłę i radość z życia. Myślałam, że tym razem przyjdzie sam, jej nie chciałam, za bardzo mnie raniła. Tymczasem przyszli razem, dziś nie żałuję. Choć możliwe, że potem będę. Nie chcę, żeby teraz odchodził. Ona też niech zostanie. Dobrze mi z nimi. Są cudowni, razem tworzą tak zgrany duet, tak bardzo potrafią uatrakcyjnić moje życie. On wiele mnie nauczył, ale ona chyba więcej. Ona nauczyła mnie też nienawiści. Jej też nienawidziłam, miałam żal, że odeszła i zabrała mi jego. Ona nigdy nie odchodziła sama. Zawsze z nim. A bez niego nie było nic. Wielu ludzi mówi, że często chodzą osobno, swoimi drogami, ale nie tym razem. Tym razem Szczęście wzięło ze sobą Miłość. Dziękuję.





Na koniec chciałam wam bardzo podziękować ;) Ponad 1000 wyświetleń to dla mnie zaszczyt. Dziękuję ;*

26 kwietnia 2012

Gorszego dnia chyba w życiu nie miałam. No może miałam, ale ten był jakiś inny. Mam dość, serdecznie dość. Chcę położyć się w spokoju, zasnąć a jutro obudzić się w zupełnie innym świecie. Oby to wszystko, co dzisiaj się działo okazało się tylko złym snem, koszmarem, przez który obudzę się cała mokra od potu strachu.

24 kwietnia 2012

Uczyłam się do późnej nocy... Po trzech godzinach mama zbudziła mnie. Byłam ospała, znużona i zmęczona. 4.30. Kiedy wstałam z łóżka poczułam nieprzyjemny chłodny dreszczyk na ciele. Ubrałam ulubioną bluzę i poszłam do kuchni. Na stole czekało śniadanie przygotowane przez moją mamę. Zrobiłam mocną kawę z mlekiem i zjadłam kanapkę. Wzięłam kubek do ręki i wyszłam na zewnątrz. Padał letni deszczyk, było chłodno, ale nie na tyle, żebym wróciła do domu. Słyszałam nad głową obijające krople o dach. Zapaliłam ulubionego cienkiego papierosa. Słyszałam piękne śpiewy porannych ptaków. Popijałam kawę, była pyszna. Od głównej drogi dobiegały dźwięki pędzących samochodów. Gdzieś zapiał kogut, spojrzałam na zegarek. 5.02. Dokończyłam fajkę i wyrzuciłam niedopałek. Weszłam do domu, mama spała. Zaniosłam pusty kubek. Przeglądnęłam notatki, powtórzyłam biologię, po czym spakowałam się i zaczęłam kompletować strój do szkoły... W międzyczasie przestał padać deszcz.
Wzięłam szybki prysznic, w łazience zabrzmiała suszarka, zbudziła mamę, zapukała i zapytała czy się ubieram. Nie chciała żebym się spóźniła, nikt nie chciał. Ubrałam się, Przemyłam twarz niedawno kupionym tonikiem, włączyłam prostownicę, nałożyłam podkład, kończył się. Podkręciłam delikatnie rzęsy, posmarowałam usta balsamem. Włosy spryskałam płynem termoochronnym i zaczęłam je prostować. Mama zapukała jeszcze raz, powiedziałam, że jestem gotowa. Delikatnie potarmosiłam grzywkę i wyszłam. Ubrałam buty, kurtkę, na szyi zawiązałam czerwoną chustkę w kwiaty. Spryskałam się odrobiną ulubionych perfum. Odłączyłam MP3 od ładowarki, podłączyłam słuchawki i włożyłam do uszu. Zabrałam torebkę, wyszłam. 7.12. Idąc ulicą z delikatnym uśmiechem, patrzyłam na przechodzących ludzi. Byli tacy zabiegani. Wsłuchiwałam się w teksty piosenek, po drodze kupiłam białe FRUGO. Spojrzałam na telefon. Kolejny nieodczytany sms, odpisałam. Weszłam do szkoły i zaczęło się to, co w każdy kolejny poniedziałek.
Najzwyklejszy dzień, to tylko ja spojrzałam na niego jakoś inaczej.







Zorientowałam się, że jestem jakaś inna. Nikt nie zwraca uwagi na takie drobiazgi jak ja. Nikt nie patrzy na to co ja, nikt nie dostrzega piękna... choćby w deszczu... Dlaczego?
Przestałam być infantylna...
Nie będę za to przepraszać, bo taka jest kolej rzeczy. To, że nie pasuje do moich rówieśników, to w żadnym stopniu nie jest moja wina.



Mam kilka dni wolnego, więc możecie spodziewać się zapasu notek. Trzymajcie się i oby do jutra ;*

22 kwietnia 2012

Narastające problemy, co dzień większe, co dzień trudniejsze do rozwiązania... Maksymalna demotywacja.... Ale pomimo tego uważam że warto żyć. Warto uczyć się na swoich błędach i przestrzegać przed podobnymi swoich przyjaciół, by nie rzucać swoich doświadczeń w błoto. Warto o poranku przysłuchiwać się śpiewom ptaków, warto rozdmuchać majowe dmuchawce, warto żyć w blasku słońca i księżyca, gdy jeden otula ciepłym promieniem, a drugi oświetla głuchą ciemność... Warto usiąść pod koroną drzewa ponieść się słodkim marzeniom lub przeczytać ulubioną książkę. Warto żyć po to, by kochać... I po to, by być kochanym... Po to, by każdego ranka budzić się z uśmiechem na ustach... Bo miłość jest wielka... Wielka jak morze... A dar miłości każdy posiada... I choćby wciąż mówili, że żyć nie warto, nie uwierzę. Życie to księga mądrości, do której należy dorosnąć, dojrzeć, by chłonąć - jak gąbka i wyciągać z niej potrzebne wartości.

Życie jest piękne, a ludzie nieszczęśliwi...
Ostatnio usłyszałam fragment bajki czytanej przez młodą mamę swojemu dziecku...
Kiedy Adaś prosi starszą siostrę, Zosię, by opowiedziała mu bajkę o złych wilkach. Na co ona odpowiedziała mu: - Adaś... Nie ma złych wilków! Są tylko te nieszczęśliwe...

Tak samo jest z  ludźmi. To nie wina Boga, że ludzie są źli.. Ludzie są nieszczęśliwi i to życie poprzez smutek nauczyło ich agresji. Ale ostatnio zrozumiałam, że istnieją na świecie ludzie, którym zależy na mnie samej, że chcą mi pomóc jak tylko mogą. I odkryłam w nich dobroć... Wtedy kiedy najbardziej jej potrzebowałam. Dziś wiem, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Kiedy to wszystko się sypie, kiedy całe twoje życie chce w koszmar się zmienić, ale inni na to nie pozwalają.Dzisiaj potrafię się cieszyć nawet kolejnym Frugo wypitym w szkole każdego dnia na tej samej przerwie. Dziękuję ! ;*







Po raz kolejny przepraszam, że jestem tak rzadko, ale brak czasu mi nie pozwala na bycie tutaj systematycznie... Ale postaram się ;* Trzymajcie się ;*

1 kwietnia 2012

Wiem, że ostatnio bardzo dawno mnie nie było. Dużo pracy, a czasu nadal tyle samo :( Brakuje mi go... Mam dodatkowe zajęcia, na komputerze jestem ostatnio sporadycznie, gdzie wcześniej nie wyobrażałam sobie dnia bez ulubionych stron, bez zaglądnięcia na bloga... Teraz już to minęło. Ciągle jestem w biegu, a kiedy przyjdzie weekend z piękną pogodą, marzę o spacerze lub spotkaniu ze znajomymi. Brakowało mi przesiedzenia całego dnia w łóżku lub przed komputerem w piżamach jedząc nutelle, aż do dziś! Wreszcie beznadziejna pogoda i powód do odpoczynku ;) Choć przyznam się, że miałam już wielką nadzieję na wiosnę, na „nowe życie”, zakochanie... Bo jest to najlepsza pora roku, kiedy wszystko budzi się do życia, wszędzie jest zielono i pojawiają się pierwsze kwiaty. Już było tak blisko, marzyłam o szortach... Z niecierpliwością czekałam na 30 stopni Celsjusza, a tu śnieg? ;( Ej... Matko Naturo.. Tak się nie umawialiśmy! Chcę słońce, dużo słońca. Bo ono daje mi siłę i mobilizację. Kiedy rano spoglądam przez okno i widzę piękną pogodę, wschodzące słońce to chce mi się wyjść z tych czterech ścian, uśmiechnąć się na ulicy do ludzi... Bo to przynosi radość ;)
No właśnie: radość. Radość i szczęście, choć czasem można je uznać za specyficzną terminologię. Właściwie czym jest szczęście? Czy to nie jego każdy z nas szuka? Czy to nie właśnie szczęścia człowiek oczekuje od życia? Przecież tego nie da się od nikogo ani niczego wymagać. Aby być szczęśliwym, musimy tego chcieć i sami ku temu dążyć. Być może wielu ludzi mi w to nie uwierzy, ale tak jest, naprawdę. Mówię to, a raczej piszę z czystym sumieniem. Życie jest piękne i może dawać nam radość, jeżeli nauczymy się ją czerpać. Musimy nauczyć cieszyć się z małych rzeczy, tak jak Sylwia Grzeszczak, która "śpiewająco" mówi, że to właśnie w nich zapisany jest wzór na szczęście.




Jeśli staniemy się wrażliwi, osiągniemy apogeum radości. Szkoda czasu na płacz i załamywanie się, szczególnie jeżeli jesteśmy w młodym wieku. Wiem doskonale, że życie wcale nie jest proste, ale nie jest też złe. Tak naprawdę człowiek, poprzez podejmowanie takich, a nie innych decyzji komplikuje je sobie i dopiero wtedy staje się trudniejsze, niż wcześniej było. Na okładce książki, którą obecnie czytam „Dwa wybory” znalazłam napis: „każdy wybór zmienia świat” i taka jest prawda. Cokolwiek byśmy nie wybrali i tak zawsze zmienimy coś w swoim lub czyimś życiu. Problem w tym, jak wybrać żeby było dobrze. Czasami możemy wybrać źle, czasami możemy podjąć niewłaściwą decyzję i przewrócić swoje życie do góry nogami. I w tym momencie nasuwa się pytanie, czy przewrócimy je i będzie nam w życiu lepiej, czy może zranimy siebie samego i nigdy już nie będziemy umieli się przyzwyczaić? Wiele pytań, które tak naprawdę mogą pojawić się w głowie każdego z nas. Przy podejmowaniu rożnego rodzaju decyzji może towarzyszyć nam ambiwalencja. I co wtedy? Słuchać rozumu, intuicji, serca? Co zrobić, żeby było dobrze? Na to pytanie każdy musi odpowiedzieć sobie samodzielnie. Nie ma konkretnej "recepty" na życie. Może być coś, co pomoże nam żyć lepiej: szczęście! ;)