30 października 2012

Oj... Ciężki ten dzień miałam. Tak mnie jakoś prześladował, żyć nie dawał. Smutek, odium do wszystkiego. Totalny rozgardiasz w głowie. Nie wiedziałam jak mam sobie z nim poradzić. Nie mogłam nic zrobić, chodziłam rozkojarzona. Jakoś tak nie mogłam się na niczym skupić. Przecież dzisiaj nie jest 13... Więc co się dzieje? Boli mnie serce. tak fizycznie i realnie. Nie wiem skąd ten ból. Boli mnie głowa... Właściwie to wszystko mnie boli.
Wszystko leciało mi dzisiaj z rąk, nawet kawę rozlałam (jakoś tak łokciem kubek potrąciłam)... Poparzyłam się, gdy zdejmowałam gwizdek z czajnika robiąc sobie herbatę, po czym lejąc wodę do kubka - oczywiście ją rozlałam. Kiedy wyjmowałam kubek z suszarki, wypadł talerz i narobił hałasu. Upadł mi też katalog na aniołka i odpadło mu śliczne szklane fioletowe skrzydełko. Nawet mój młodszy brat zauważył że jakaś taka nieswoja jestem i zapytał, co się ze mną dzieje. Nie wytrzymałam, wybiegłam z kuchni, rozpłakałam się. Poczułam się taka bezradna. Znów bezsilna. Po raz kolejny nic nie mogłam zrobić. Bez zbędnej rywalizacji z samą sobą, poddałam się. Wypłakałam i zabrałam się do roboty. W końcu nie wolno bezczynnie siedzieć i użalać się nad sobą. Pozałatwiałam najważniejsze sprawy i z czystym sumieniem mogę iść wylegiwać się w wannie. Po raz pierwszy od dłuższego czasu znajduje chwilę, by zapomnieć, że istnieje szybki prysznic i pozwolić sobie na odrobinę przyjemności.


Nie ukrywam, że dzięki głupiej rozmowie, dokładnie kilkanaście minut temu śmiałam się do łez.

W takim razie z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że miły wieczór zrekompensuje mi ten paskudny dzień. Nawet ten śnieg za oknem chyba polubiłam :)

20 października 2012

Chłodno się robi... Bo bez Ciebie ten pokój jakiś pusty i zimny. Na ciele pojawiają się dreszcze i cholerny ucisk w brzuchu. Znów ten ból. Mój ból, może ból serca. Gdzieś w środku jakby brakowało mi czegoś, może kogoś... A przecież On ciągle jest. Ale jakoś tak, gdzieś tam, po coś tam... A ja chcę, żeby był tak po prostu przy mnie, ze mną. Wtedy kiedy najbardziej tego potrzebuję, choćby duchem, nie ciałem. Ale Go nie ma...  Jakoś tak jakby każde z nas żyło samo dla siebie. Niby dobrze, a jednak jakby coś nie było tak, jak być powinno Dłonie mam wciąż zimne... Jestem pewna, że gdyby złapał mnie za rękę, tak po prostu to automatycznie zrobiła by się cieplejsza. I nagle to ciepło i dobro przelałoby się na całe moje ciało i serce. Bez Niego marznę. Bez Niego moja dusza jest pusta i umiera od chłodu. Potrzebuję Go. Z dnia na dzień coraz bardziej i więcej. Nie wiem jak żyć bez Niego, nie potrafię. Nauczył mnie czym jest miłość, nauczył jak kochać. Nauczył mnie, że zawsze jest przy mnie. Więc gdzie jest? Dlaczego nie przyjdzie i nie przytuli mnie tak bardzo mocno?
Chciałabym żeby tak po prostu, nic nie mówiąc przyjechał i pocałował mnie. Tak po prostu, żebym otwierając drzwi nieumalowana w rozciągniętym swetrze, w kapciach i rozczochranych włosach ciągle była dla niego najpiękniejsza. Nawet wtedy, kiedy miałabym 5 kg więcej, czy mniej. Wtedy, kiedy jestem w piżamie i wtedy, kiedy miałabym inny kolor włosów, i wtedy, kiedy miałabym 40 lat więcej i wtedy, kiedy już nawet w samej sobie nic mi się nie będzie podobało. Właśnie wtedy chcę usłyszeć od Niego, że i tak zawsze będę najpiękniejszą kobietą pod słońcem. I tylko dla Niego.


Birdy - Skinny love



Zimno, smutno. Pachnie samotnością... A za razem miłością...

I pomimo wszystko, jestem szczęśliwa.





16 października 2012

Chyba ponownie znajduję schronienie w tańcu. Pod tak grubą warstwą, jakby osłoną. Takim kloszem, który oddziela mnie od świata rzeczywistego, realnego i tak okrutnego. Znalazłam je tak zupełnie w muzyce, choć ogromnie mi jej brakuje, tak po prostu, na co dzień. Ażebym mogła delektować się nią każdą wolną chwilą, by pomagała mi zrelaksować się, tak zupełnie normalnie. Brakuje mi melodii i jakże obfitego tekstu w słowa i emocje, tak prawdziwe. To on sprawia wrażenie czegoś przejrzystego w powietrzu. Potrzebuje totalnej odskoczni od życia, zamknięcia się zupełnie w muzyce i tańcu. Potrzebuję odskoczni od ludzi, którzy cholernie mnie męczą i irytują. Nie pasuje do nich. Jakoś tak brakuje mi energii, tej, której oni zawsze mają pod dostatkiem. A może im też brakuje, tylko nigdy tego nie okazują.
Nie mogę się na niczym skoncentrować. Tonę, ilekroć cokolwiek złego się zdarza. Za dużo myślę. Nie zawsze dobrze. Chcę łagodnie oddychać. Chcę czuć czystość powietrza, niezanieczyszczonego problemami ani spalinami. Miałam przemierzać oceany, miałam dążyć do sukcesu, spełnienia marzeń. Dlaczego się poddałam? Przecież wcale nie jestem słaba. 

Przecież nie wolno rezygnować z marzeń. Nie pamiętasz, jak uczyła Cię tego mama od najmłodszych lat? Nie pamiętasz?!”


A może powinnam usiąść, głowę schować w dłoniach i rozpłakać się, tak bezbronnie i niewinnie. Tak, żeby cały ten żal i smutek „wylał się” ze mnie i nigdy nie wracał... Tak, żebym nie musiała wciąż wyżywać się na moich najbliższych. A może powinnam go przytulić i wypłakać się na jego piersi, a na pytanie: „Dlaczego płaczesz?” odpowiedzieć, że ze szczęścia? Chyba za długo mnie zna, żeby nie zorientować się, że to łzy pełne bólu, który nie wiadomo skąd tak naprawdę się wziął.
A przecież Jan Paweł II mówił, że „Każde ludzkie zadanie, aby osiągnęło swój cel, musi znaleźć oparcie w modlitwie”. To może w takim razie powinnam uklęknąć i szczerze pomodlić się, a wszystko pójdzie po mojej myśli.

Może robię coś nie tak? Może mówię coś nie tak? A przecież jestem tylko człowiekiem... 
Przepraszam za moją przynależność gatunkową, która chyba nie do końca dotyczy mojej osoby. 

7 października 2012

Chciałabym Wam coś napisać... Nie wiem co się ze mną dzieje, ale za każdym razem, kiedy siadam przed komputerem jakoś odchodzi wszystko i nie wiem co mam napisać. A może wiem, a nie mam pojęcia jak ubrać to wszystko w słowa, żeby notka wyglądała i była napisana tak, jak ja bym tego chciała, ale żeby też sprostać Waszym oczekiwaniom. Żeby blog był utrzymany na właściwym poziomie. Albo po prostu żeby zdania, które z wielkim trudem zbudowałam łączyły się w jakąś spójną i logiczną całość. Nie wiem skąd to wszystko się wzięło. Dlaczego dzieję się tak, a nie inaczej. Nie chcę, żebyście Wy (moi Czytelnicy) poczuli się odrzuceni albo zwyczajnie ignorowani przeze mnie.
Jest po prostu tak, że ja sama nie wiem, co mam Wam napisać. I pomimo tego, że podejmuje kilkanaście prób napisania czegokolwiek, to albo tego nie dodaję, albo dodaję i po kilku godzinach usuwam, bo jednak stwierdzam, że to nie to, co chciałam Wam przekazać. Nie wiem, co mam z tym zrobić. Ale będę się starać i nadal próbować. Może mi wróci dawna „wena” i powrócę do dawnej piszącej na bieżąco Pauliny ;)


Tak jakoś ostatnio jest ciężko. Jakoś tak smutno, jakoś źle. Sama nie wiem dlaczego. Nie wiem co się dzieje. Ale nie tracę nadziei. Nie wolno mi! Nie wolno mi się poddać, więc wierzę, ciągle wierzę w to, że dam sobie radę. Nawet gdyby wszyscy wokół myśleli i mówili, że się nie uda.
Tęsknota zżera mnie od środka i wyciąga każdą cząstkę, która prowadzi do uśmiechu. Szczególnie wieczorami... Kiedy jestem sama. Nie potrafię się skupić ani skoncentrować. Coś mnie męczy. Nienawidzę myśli, które pojawiają się w mojej głowie. Nienawidzę tego, co śniło mi się tej nocy. Nienawidzę.



Tak bardzo mi Ciebie brakuje... I choć nie ma Cie już z nami 21 miesięcy to wciąż chwilami nie mogę się z tym pogodzić.Chciałabym Cię chociaż raz jeszcze zobaczyć. Proszę przyjdź do mnie chociaż w jednym krótkim śnie. Niech je pokocham, dzięki Tobie.