30 maja 2013

Ostatnimi czasy zastanawiałam się nad szczęściem i próbowałam zdefiniować to pojęcie na mój sposób. Korzystając z długiego weekendu, postanowiłam sprostać temu zadaniu.
Szczęście dla mnie jest stanem euforii; zadowolenia z siebie, z czegoś, z kogoś; duma z jakiegoś powodu. Stan umysłu i duszy, który przekłada się nawet na wygląd zewnętrzny. Zauważmy, że kiedy człowiek jest szczęśliwy, na jego twarzy pojawia się uśmiech - to coś zupełnie naturalnego i oczywistego.
Przez ostatni czas próbowałam zaobserwować ludzi wokół mnie. Jest wiele osób, które faktycznie się uśmiechają, ale niestety nie jest to uśmiech szczery... Patrząc w ich oczy widzę wielki smutek. Przykro mi z tego powodu. Przykro mi, że tak wiele ludzi ukrywa swoje prawdziwe uczucia. Zauważyłam też, że tylko garstka ludzi wśród mnie jest osobą szczęśliwą, zadowoloną z życia. Po czym zaczęłam zastanawiać się, jakim ja jestem człowiekiem? Czy jestem szczęśliwa? (Ale o tym za chwilę - wróćmy do uśmiechu)

Fajnie, jeśli człowiek się uśmiecha, kiedy ten uśmiech jest jednym z wyrazów szczęścia w naszym życiu. Ale tylko wtedy, kiedy śmieją się też oczy, kiedy bije z nich ciepło, wielka radość. 
Nie warto ukrywać swoich emocji i uczuć, NAPRAWDĘ! To może się w dużym stopniu przełożyć na nasze późniejsze życie (niezależnie od wieku). Wytłumaczę teraz dlaczego:
W momencie kiedy nie ujawniamy swoich emocji, skrywamy je w sobie (logiczne). Tworzymy w sobie takie miejsce, w którym chowamy wszystkie swoje uczucia. To taka szczelnie zamknięta przez nas "skrzyneczka". Zamykamy ją tak, aby w żaden sposób nikt się do niej nie dostał, ani emocje same się z niej nie wydostały. Robimy to tylko po to, ażeby nie pokazać tego, co tak naprawdę czujemy. Problem w tym, że ona ma pewne rozmiary. I co wtedy, kiedy w niej już nie będzie faktycznego miejsca na te emocje? Kłódeczka, którą do tej pory szczelnie zamykaliśmy naszą skrzyneczkę zacznie nie wytrzymywać, pękać i wyrzucać nasze emocje. I to jest moment, w którym człowiek zaczyna mieć problemy. Pojawia się niekontrolowanie emocji, a za nimi problemy takie jak nagłe wybuchy, a nawet samookaleczenia, później próby samobójcze... 

Dlatego też tak ważne jest, aby nie ukrywać tego, co się czuje.
Do problemem skrywania emocji będę chciała jeszcze wrócić i przedstawić Wam sposoby, dzięki którym możemy sobie z tym poradzić.


A teraz wróćmy do pytania, które postawiłam sobie wyżej.
Tak, jestem szczęśliwym człowiekiem! Jestem zdrowa, mądra, ładna, mam co jeść, mam dach nad głową. Mam wspaniałą mamę, cudownego chłopaka. Kocham ich, oni kochają mnie. Mam wszystko co najważniejsze. Mam problemy rodzinne, problemy w szkole, nie mam przyjaciół, niektórzy uważają że wyglądam "jak pulpet" (hehe). Ale każdy ma jakieś "defekty życiowe". jednak to nie powód, dla którego mielibyśmy się załamywać. Trzeba dostrzegać w naszym życiu to, co piękne, co nas cieszy i z czego jesteśmy dumni. trzeba iść ze SZCZERYM UŚMIECHEM przez życie!

13 maja 2013

Wracam do Was!
Egzaminy za mną, w szkole troszkę luźniej, więc myślę, że to najwyższy moment, by wreszcie coś tutaj napisać. Wiem, że jest kilka osób, które z niecierpliwością czekały na mnie tutaj. Dlatego jestem z powrotem. A jak to się stało, że tak nagle zniknęłam niespełna 5 miesięcy temu zostawiając Was bez słowa wyjaśnień? Spróbuję w skrócie napisać co takiego się podziało, ażeby choć w małym stopniu wytłumaczyć moją nieobecność.
Grudzień 2012 roku. Dosyć łagodna zima (jeszcze) Wielkimi krokami zbliżał się koniec roku. Zaczęły się problemy, które dosyć gwałtownie zaczęły spadać na moje barki. Trochę się pogubiłam. Nie wiedziałam czego tak naprawdę chcę... Od siebie, od ludzi, od życia. Ogarnęła mnie zupełna pustka. Zaczęłam coraz bardziej oddalać się od moich najbliższych. Niewiele się pozmieniało od tamtego czasu. Może zaczęłam bardziej doceniać dobrych ludzi (gdzie wcześniej pisałam jacy to oni okrutni). Często wracałam myślami do czasów, kiedy byłam z nimi tak blisko. Wspominałam spontaniczne wypady, nagłe wsiadanie do autobusu i jechanie przed siebie, wariowanie, imprezowanie, wspólne ogniska... Nagle jakoś gwałtownie dorosłam. Wszystko stało się tak szybko. Wypady na lody w kucykach i trampkach zmieniły się na sporadyczne spotkania na kawce w spódnicy i szpilkach. W pewnym momencie zaczęło mi tego brakować. Zrozumiałam, ze tracę swoje najlepsze lata. Że z ludźmi też trzeba przebywać! A nie chować się w łóżku i nie wychodzić z domu. Postanowiłam wziąć się w garść i zacząć wychodzić do ludzi, by kiedyś nie zostać zupełnie sama.
Mam już rok więcej, tak wczoraj były moje urodziny. Ale chyba nie chce tak bardzo spieszyć się do dorosłości. A może chcę... Tak, chcę! Ale może nie tak szybko, nie za szybko.

Szczerze, to nawet nie wiem czy ktoś tutaj zaglądnie, ale mimo to... Przepraszam.