29 listopada 2012


Podejrzewam, że moja poduszka ma już dość tych ciągłych łez. Nigdy mi o tym nie powiedziała, ale widzę, że już ją to męczy. Pewnie tak jak mnie... Czasem moje łzy spadają na sweter albo podłogę, czasami łapię je w rękach, czasami zdążam je wytrzeć z twarzy. Kilka razy zdarzyło się, że te łzy lądowały na twojej bluzie. Ale najczęściej to ona wytrwale je znosi. Nie lubię płakać, nie chcę, ale czasem tylko to pomaga. Teraz już nie mam siły, a może to moje oczy nie mają siły na łzy... Zupełnie nie wiem co mam robić, nie radzę sobie już z tym, co się dzieje. Chciałabym, żeby wszystko było dobrze, ale się nie da. Po prostu się nie da. Brakuje mi już siły, w pewnych momentach czuję się tak, jakbym już jej nie miała.
Nastaje chwila, w której nie płaczę - pustka. Leżę i wpatruję się w sufit. Łzy już ze mnie nie wypływają. Zostają. Wiem, że nic nie mogę zrobić, choć bardzo bym chciała. To przerażające poczucie bezsilności zżera mnie od środka. Ale nic nie robię, tak po prostu się przyglądam. To chyba dobrze, że czasem te łzy zostają. Szkoda by było, żeby zabrakło ich na chwile szczęścia. 

23 listopada 2012







Trochę cię nie rozumiem. Czasem trochę bardzo. Ale widocznie taka natura gatunku zwanego mężczyzną.
Wbrew pozorom, wszyscy jesteście tacy sami, czasami tylko jeden jest bardziej głupszy, a drugi mniej.
Czasami też każdy na swój sposób okazuje tę głupotę - to was różni.
Czasami zachowujecie się jak dzieci, ale wszystkie kobiety kochają dzieci...
Często nie mamy do nich sił... Tak jak też do was tej siły brakuje.

20 listopada 2012

Męczą mnie ludzie, z którymi codziennie muszę się spotykać i na siłę przebywać po kilka godzin. To tak okropnie męczy... Krzyk dzieciaków na korytarzy i chłopców,  którzy swoim chamstwem i arogancją próbują zrobić wrażenie (sama nie wiem na kim). Ale pomijając zachowanie chłopców, bo tego nie da się opisać słowami, chciałam napisać tutaj coś o starszej grupie tej społeczności szkolnej. Chodzi mi tutaj o nauczycieli, którzy krytykują i poniżają uczniów na każdym kroku... Zaczynając od wyglądu, po twoje zachowanie, oceny, aż po rodziców i twoją rodzinę. Chyba najlepiej będę wspominać podstawówkę... Tam nie było tego bydła - bo tak nazywam część grona pedagogicznego, które zamiast uczyć zajmuje się życiem osobistym uczniów. W głowie mi się nigdy nie mieściło, że można powiedzieć do swojego wychowanka, że jest „niedorobiony” - cokolwiek to znaczy, uważam, że nawet nauczyciel nie powinien tak pomyśleć... Nie rozumiem jak bezkarnie robią idiotów z dzieci, które uczęszczają do szkoły, w której pracują. Wydawało mi się, że człowiek tak wykształcony zachowuje się inaczej, nieco bardziej kulturalnie i jest tylko i wyłącznie po to, aby nauczyć danego przedmiotu, a nie oceniać innych ludzi.Nie mówiąc już o tym, jak jeden z nauczycieli dzieli ludzi na kategorie, dając do zrozumienia: „Jesteś głupszy, masz prostsze zadanie, natomiast ty jesteś mądrzejszy, masz trudniejsze, dostaniesz ocenę niedostateczną - wiedz, że wcale nie jesteś taki dobry, jak ci się wydaje”. Nie wiem, co daje nauczycielowi takie zachowanie? Większe poczucie wartości? Nie wiem.. Przecież są dorosłymi ludźmi. Później dziwią się, że uczniowie ich nie szanują. Ciężko szanować kogoś, kto tak postępuje i nie szanuje ciebie. Przyznaje, że miałam ich za naprawdę inteligentnych ludzi. No cóż, myliłam się. Oczywiście są też nauczyciele, którzy na ten szacunek zasługują i przeważnie jest im on okazywany. Przykre jest jednak to, że to garstka spośród wszystkich pedagogów. 
Cała atmosfera szkoły jest odpychająca, więc jak tu do niej chodzić? Trzeba się po prostu zawziąć w sobie, zmusić się do wstania z łóżka i wyjścia z domu; wziąć głęboki oddech i przekroczyć próg niesympatycznego budynku. Przetrwać kilka godzin, po czym wyjść na wolność. Wprawdzie  po powrocie do domu jestem tak strasznie zmęczona, że kładę się spać, te 2-3 godzinki snu bardzo mnie relaksują. Wtedy odpoczywam, nabieram siły i dopiero wtedy mogę normalnie funkcjonować. 


W każdym bądź razie, życzcie mi powodzenia na te 7 miesięcy... Byle bym wytrwała ! ;)

6 listopada 2012

Mam mieszane uczucia. Cholera, nie wiem gdzie chce iść do szkoły, nie wiem co chce robić. To takie irytujące. Miałam plan, niby wszystko wiedziałam, ale teraz mam wątpliwości. Wiedziałam jakie chce studia, jaką szkołę. Teraz się boję. boję się, że sobie nie poradzę. I to nie jest tak, że nie wierze w siebie. Ja po prostu wiem, że nie dam sobie rady. Widzę to już teraz. Nie wiem jak dalej będzie. A przecież nie mogę czekać w nieskończoność. Z planami zawodowymi mieszają się plany związane z rodziną. Jedno wyklucza drugie. Ale pomimo tego wszystkiego, jest jedno racjonalne rozwiązanie. Jednak ono nie do końca mnie zadowala. Ciężka i trudna decyzja mnie czeka. Dobrze wiem, że jakąkolwiek decyzję podejmę, to będzie to TYLKO I WYŁĄCZNIE moja decyzja  i ewentualnie kiedyś  TYLKO I WYŁĄCZNIE będę miała pretensje do samej siebie.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że wybór szkoły decyduje o moim dalszym życiu. Ciągle szukam, błądzę, obserwuje. Staram się sprawdzać w poszczególnych przedmiotach. Okazuję się, że z większości przedmiotów jestem dobra, ale nie na tyle, żeby dać sobie potem radę na rozszerzeniu.

        Rozpoczynam walkę

                 LO                     vs           TECHNIKUM
        BIOL-CHEM           vs            EKONOMIA 

        A może ogólniak?